Czy wszystkie wyzwania książkowe są (nie)fajne?

Zaczęliśmy Nowy Rok, w internecie wielokrotnie natrafiam teraz na przeróżne wyzwania książkowe i również przeróżne opinie na ich temat. Czytam coraz częściej o tym, że podjęcie tych wyzwań to zmuszanie się do książek. Co ja o tym wszystkim sądzę? Dzisiaj postaram się Wam polecić kilka wyzwań, ale kilka też odradzić.

O co w ogóle chodzi?

Większość z nas lubi w życiu podejmować wyzwania, mieć określony cel. Potrzebujemy jakiejś motywacji, tzw. "kopa do działania". Również w świecie literatury czasem szukamy czegoś takiego. Mnożą się wyzwania typu: dziennie będę czytał ileś tam minut, przeczytam w roku ileś książek, przeczytam tyle książek, ile mam wzrostu. Niektórzy mówią o tym, że wzięcie udziału w tej zabawie to zmuszanie się do czytelnictwa i jeden wielki wyścig, kto potrafi przeczytać więcej, a kto mniej. Według mnie są wyzwania, które napędzają cały ten wyścig szczurów, ale są też takie, które rozszerzają nasze horyzonty. Dzisiaj napiszę Wam, których wyzwań ja unikam, a w których biorę udział.

Jakie wyzwania są dla mnie niefajne?

Nie podobają mi się wyzwania, które nakazują nam czytać przez określony czas w ciągu dnia. Niestety, jesteśmy tylko ludźmi i nie w każdy dzień możemy przeznaczyć czas na czytanie. Natłok obowiązków, sesja, a nawet nasze inne zainteresowania często zabierają więcej czasu niż przewidujemy. Nie jesteśmy w stanie zaplanować wszystkiego, więc nie zawsze dajemy radę wygospodarować kilkadziesiąt minut na chwilę oddechu z książką.

W jakich wyzwaniach chętnie biorę udział?

Każdy z nas chyba słyszał o wyzwaniu z 52 książkami. Co roku staram się wziąć w nim udział, ale niestety nie udaje mi się to w każdym roku. Czasem czytam grubaśne księgi, które zabierają mi dwa tygodnie, a czasem cieniutkie nowelki, albo opowiadania, więc nie zawsze wynik jest adekwatny do przeczytanych stron. Jednak podoba mi się idea czytania jednej książki tygodniowo. Szczególnie dlatego, że pozwala mi to napisać dla Was jedną recenzję w tygodniu.

Mam jednak jedno swoje ulubione wyzwanie:
Znalezione obrazy dla zapytania wyzwanie książkowe
Sądzę, że to wyzwanie pozwala mi przeczytać książki, po które normalnie nie sięgnęłabym nigdy. Poszerzają moje horyzonty i nakłaniają mnie do poznawania coraz to nowych autorów, tytułów, a nawet gatunków. Sądzę, że każdy powinien kiedyś podjąć się takiego wyzwania, żeby pozwolić sobie na coś świeżego w swojej biblioteczce.

To tylko zabawa!

Być może nie wszystkie wyzwania są sensowne, ale nie ma tutaj niczego do demonizowania. Wydaje mi się, że to wszystko ma tylko służyć zabawie. Humorystyczne wyzwania, które mówią np.: Przeczytaj tyle, ile ważysz., nie mają w sobie nic złego, nie napędzają wyścigów, ale raczej rozgłaśniają czytelnictwo i dają luzu. Skoro nasza społeczność jest uważana za tą przemądrzałą, to może czas wyciągnąć "kijek z tyłka" i pozwolić sobie na odrobinę zabawy?

Koniecznie napiszcie mi o tym, co wy sądzicie na temat różnych wyzwań książkowych. Dzielmy się opinią <3

"Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie" - Janusz Leon Wiśniewski [Recenzja #53]

W naszym życiu jedni ludzie się pojawiają, a inni znikają. Niektórych tylko zapamiętujemy najdłużej, wpuszczamy ich do naszego serca i odnajdują tam sobie miejsce na dłuższy lub krótszy okres. Z biegiem czasu bliscy się zmieniają, ale jednak pozostawiają w naszym sercu pieczęć niezmywalną. Co jeśli nadejdzie moment podsumowań? 

Ranił, łamał serca, wielokrotnie zdradzał, ale też ogromnie kochał. Jednak, kiedy ocierał się o śmierć wszystkie usiadły przy jego łóżku. Główny bohater książki Janusza Leona Wiśniewskiego budzi się z półrocznej śpiączki. Okazuje się, że w klinice odwiedziły go różne kobiety. Wciąż tkwiący w szpitalu mężczyzna rozpoczyna retrospekcje i wspomnieniami wraca do wszystkich swoich dotychczasowych ukochanych, powoli analizując, jaki wpływ wywarł on na ich życie oraz jak one wpłynęły na jego aktualne życie.

"Samotność wcale nie zaczyna się od tego, że nagle nikt nie czeka na ciebie w domu.
Samotność zaczyna się wówczas, kiedy pierwszy raz odczujesz pragnienie, aby czekał tam na ciebie ktoś zupełnie inny..."

"Wszystkie moje kobiety" to książka, która ukazuje nieprzewidywalność ludzkich uczyć. Miłość, jako najsilniejsza z emocji zmienia nasze życie nieodwracalne, a przecież możemy przeżywać ją kilkukrotnie, jednostronnie, zdecydowanie zbyt krótko. Kiedy przychodzi czas podsumowań, musimy pod wszystkim postawić kreskę i zastanowić się za co jesteśmy wdzięczni i czy nie mamy jeszcze spraw niedokończonych.

Kobiet w książce poznajemy sporo, jedne z nich mniej charakterystyczne inne bardziej. Jednak jak w każdej powieści, tak i tutaj znalazłam swoją ulubioną bohaterkę. Natalia, autor opisuje ją jako idealną osobę do dysput filozoficznych. Kobieta ze wszystkich najodważniejsza, otwarcie mówi, co myśli i mimo, że poddaje się naszemu bohaterowi to nadal pozostaje w pewien sposób niezależna. 

"Zachłysnął się wolnością i nie chciał odstąpić nikomu ani jej kawałka. Bycie z kimś zawsze wiąże się z kompromisem czyli tak naprawdę z rezygnacją z części swojej wolności."

Nie mogę się oprzeć, aby nie wspomnieć o pewnym detalu. Część z Was pewnie już wie co mam na myśli, ale musicie przyznać, że ta książka prezentuje się wprost fenomenalnie. Naprawdę cudowna, stonowana okładka, na której nie dzieje się nic szczególnego, ale jednak przykuwa uwagę. Więcej takich okładek poproszę!

Niestety całości nie czyta się lekko, długie opisy, mała liczba dialogów, częste wspominanie o nauce i naukowych terminach. Historia jest również rozciągnięta na 500 stron, a według mnie 300 byłoby wystarczające. Przez to wszystko moją ocenę książki postanowiłam znacznie obniżyć

"Trudno żyć z niewyrażoną wdzięcznością. Trudniej niż z niewyspowiadanym grzechem."

Warto też zastanowić się, ile prawdy jest w tych wszystkich historiach. Być może wszystkie te kobiety chodzą teraz gdzieś po świecie, a bohater to alter ego autora? Ja jednak polecam książkę tym, którzy chcą zastanowić się nad swoimi relacjami, powspominać z autorem i zrozumieć (Chociaż to akurat jest chyba niemożliwe) potęgę miłości.

Ocena: 6/10

Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 576



Jak naprawdę wygląda gimnazjum, czyli "Ma być czysto" - Anna Cieplak [Recenzja #52]

Książka nominowana do Paszportów Polityki, do Nagrody Literackiej im. W. Gombrowicza, a także laureat Nagrody Conrada. Co może być jeszcze większą rekomendacją niż te wszystkie tytuły? Polski debiut, który na swoim koncie ma już tyle sukcesów, dlaczego?

Julka i Oliwka to dwie przyjaciółki, które zmagają się z problemami swojego codziennego gimnazjalnego życia. Oliwka żyje ze swoim ojczymem, a przez kolejne potknięcia wplątuje się w problemy z prawem. Julka raz pomieszkuje u swojego ojca i jego partnerki, a raz u swojej matki, a sama zmaga się z ogromem kompleksów. Jak naprawdę wygląda życie w gimnazjum? Jakie są ich problemy, czy faktycznie życie młodych ludzi to ciągły seks, alkohol i dragi?

"Ogólnie Magda nie zazdrościła im wieku, bo mieć piętnaście lat to jak mieć przed sobą perspektywę przynajmniej pięciu lat uporczywych zaburzeń urojeniowych, których nie da się niczym wyleczyć. Kompleks wyrasta na kompleksie i tylko co bardziej gruboskórni nie czują się jak gówno."

Autorzy bardzo często podejmują wyzwanie wejścia w świat młodych ludzi. Próbują w jakiś sposób przedstawić problemy, z którymi borykają się piętnastolatkowie oraz chcą ukazać, co siedzi w ich głowach, jak naprawdę żyją, jak imprezują, jak kochają. Zauważyłam jednak, że nie spotkałam jeszcze książki, która pokazywałaby ten świat takim, jaki rzeczywiście jest. Sama gimnazjum skończyłam 4 lata temu, wydaje mi się, że od tamtego czasu zmieniło się niewiele, a jednak prawdy nadal nie mogę znaleźć na stronach książek. W powieściach tego typu szukam większego zagłębienia się w to, co siedzi w głowie nastolatków. To jak przyjmują większe i mniejsze problemy, w końcu wszystko wtedy wydaje się małym końcem świata, a dorośli nadal tego nie widzą.

Mimo tego, że nie wszystkie spostrzeżenia w tej książce wydają mi się trafne, a obrazy psychologiczne trochę zbyt płytkie, to rozumiem, dlaczego jest ona często wychwalana. Anna Cieplak na co dzień pracuje z młodzieża i dzięki temu znajduje się odrobinę bliżej wszystkich zawirowań w ich życiu. Zna również współczesne trendy, które krążą wśród nastolatków, a to wszystko sprawia, że cała historia jest bliższa prawdy.

"Kiedyś dzieci miały dwutygodniowe anginy, teraz mają kilkunastogodzinne biegunki. Czasy szybkie jak sraczka."

Książkę czyta się zadziwiająco szybko, razem z dziewczynami jesteśmy wrzucani w wir kolejnych wydarzeń i zastanawiamy się, kto popełnia więcej błędów, one czy dorośli wokół nich. Anna Cieplak ukazuje, że młodzi ludzie nie pożądają wyłącznie drogich ubrań, alkoholu, czy przystojnych chłopców, pragną również niezbędnego rodzinnego ciepła i poczucia przynależności.

Czy dla mnie jest to fenomen? Na razie nie udało mi się trafić na lepszą książkę o tej tematyce, nadal jednak wydaje mi się, że to jeszcze nie to, że może trzeba pozwolić młodym samym napisać o tym, co czują. Skoro szukamy prawdy o nastolatkach, to niech oni sami ją wypowiedzą. Póki co jednak, pozycję Anny Cieplak nazwałabym obowiązkową dla rodziców, którzy dotrzeć do swoich dzieci nie mogą.

Ocena: 6/10

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna 
Liczba Stron: 232

A jakie jest Wasze zdanie o gimnazjalistach? Może czytaliście książki o podobnej tematyce? Chętnie poczytam o tym w komentarzach poniżej ;)

Moje podsumowanie roku i blogowe postanowienia noworoczne!

Dzisiaj rozpoczynamy Nowy Rok, więc chyba przeszedł czas na pewne podsumowania i kolejne postanowienia. W tym roku mam ich wyjątkowo dużo, a wszyscy wiemy jak z tymi postanowieniami bywa po pierwszych tygodniach. Mam nadzieję, że chociaż te związane z Pomiędzy Książkami uda mi się utrzymać, zapraszam!

Jeśli miałabym podsumować ten rok na moim blogu, to był on chyba o wiele bardziej płodny niż poprzedni. Oczywiście nauczyłam się wiele o tym, co robiłam źle, ale wiele spraw nadal pozostaje niepoprawionych. W takim razie, co konkretnie udało mi się zrobić?

1. Zyskałam około 13000 wyświetleń i tym samym dobiliśmy tutaj już ponad 20000!

2. Na moim blogu pojawiło się 470 komentarzy,

3. Tą stronę zaobserwowało 70 nowych osób (jeśli jeszcze tego nie robicie to zachęcam do kliknięcia w ten magiczny przycisk),

4. Założyłam stronę na facebooku, która aktualnie ma ponad 120 polubień i tutaj również zachęcam do polubienia, jeśli chcecie być na bieżąco,

5. Napisałam 26 recenzji i wiem, że to zdecydowanie zbyt mało,

6. Przeczytałam 43 książki, a 12 z nich oznaczyłam jako ulubione.

W tym roku oczywiście ambicje mam o wiele większe i mam nadzieję, że za rok w podsumowaniu pobiję wszystkie statystyki, które się tutaj pojawiły, więc na co liczę w tym roku?

1. Dobić 50000 wyświetleń na Pomiędzy Książkami,

3. Osiągnąć 500 polubień na stronie na Facebooku,

3. Przeczytać 52 książki,

4. Napisać 104 wpisy na bloga (Brzmi okrutnie nieosiągalnie),

5. Objąć patronat medialny i napisać blurba.

Mam nadzieję, że chociaż trzy punkty z tych uda mi się zrealizować, jeżeli chcecie mi pomóc w osiągnięciu mojego celu, to zapraszam do polubienia strony na Facebooku: https://www.facebook.com/pomiedzyksiazkami/, obserwowania bloga, a w komentarzach napiszcie mi o swoich postanowieniach i książkach, które na ten rok mi polecacie.

Życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku spędzonego pomiędzy książkami! <3

"Dygot" - Jakub Małecki" [Recenzja #51]

Jakuba Małeckiego chyba już jakiś czas temu ogłosiłam moim ulubionym polskim pisarzem. Jego popularność rozpoczęła się właśnie od głośnego "Dygotu". Ja jednak czytałam wcześniej "Ślady" i "Rdzę", a samego "Dygotu" dorwać nie mogłam. W końcu mam, w końcu przeczytałam i w końcu Małecki zachwycił mnie po raz trzeci.

"Dygot" to historia dwóch rodzin, Łabendowiczów i Geldów. Jan Łabendowicz odmawia uciekającej Niemce pomocy, kobieta przeklina mężczyznę i wkrótce na świat przychodzi jego dziecko, białe jak śnieg. Prowincjonalna społeczność nie potrafi zaakceptować odmieńca. Nieszczęście przydarza się również Geldom, których ściga klątwa Cyganki. Córeczka Bronka w wieku kilku lat zostaje ciężko poparzona w wyniku wybuchu granatu. Rodziny zespaja miłość dwojga odmieńców.

"Nigdy nie oczekiwała odwzajemnienia miłości. Gdyby tak się stało, zapewne czułaby się rozczarowana. Kochanie podobało jej się samo w sobie i dobrze czuła się z tym w samotności. Czasami jednak zastanawiała się, dlaczego jeszcze nikt nie zakochał się w niej."

Wiecie już, że zakochuję się w każdej historii tego autora, ale dlaczego? Jakub Małecki nie skupia się na wielkiej historii, która dzieje się za oknem. Ważne są dla niego rozmowy między braćmi, między kochankami, między rodzicem a dzieckiem. Interesują go relacje i to one podkreślane są w każdej jego książce. Tutaj mamy dwójkę wykluczaną ze społeczeństwa ze względu na swoją wizualną odmienność. Odrzucani odnajdują miłość, która niestety ciągle naznaczona jest nieszczęściem.

"Dygot" to historia o życiu, które zatacza koło. O przodkach, których błędy i życie powielamy, o wielu krzywdach, o których zapomnieć nie potrafimy pomimo mijających lat. O ludzkich słabościach i obsesjach.

"Musiał być jakimś zasranym jękiem świata, jakby ten świat potrzebował jeszcze jednego jęku, jakby nie miał ich już wystarczająco dużo."

Początkowo trudno było mi wdrożyć się w całą opowieść, ale z czasem zaczęła wciągać mnie bardziej i bardziej. Rozumiałam wątpliwości i słabe strony bohaterów, kibicowałam im, czując, jak to wszystko się skończy. Absolutnie intrygującą postacią była dla mnie Irena, która zatraciła się w książkach i z całych sił próbowała trzymać swoją rodzinę w ryzach, chociaż jej serce wyrywało w przeciwną stronę.

"Irena popadała w nałóg. Kiedy Janek nauczył ją czytać, rzuciła się na książki z taką żarłocznością jakby lata czytelniczej abstynencji wytworzyły w niej uczucie głodu, którego nie sposób zaspokoić. To co robiła nie było nawet czytaniem- odurzała się i popadała w obłęd. Ugniatała rzeczywistość jak ciasto i formowała z niej światy. (...) Kiedy chodziła po domu, tak naprawdę przemierzała pałacowe korytarze. Żyła w Piołunowie i tysiącu innych miejscach jednocześnie."

Jakub Małecki upodobał sobie prowincję, jako miejsce dla jego historii. Doskonale rozumiem dlaczego. Nigdzie jak tam ludzie nie nienawidzą i nie kochają, z jednej strony jest to społeczeństwo nadzwyczaj okrutne, ale jednak bardzo ekspresywne. Ludzie na prowincji obnażają słabości innych, obdzierając ich z masek.

Uwierzcie mi, że jeśli nadal macie zaległości odnośnie książek tego autora, to koniecznie musicie je nadrobić. Jakub Małecki to polska literatura na najwyższym poziomie, to literatura na poziomie światowym, która odnajdzie swoje miejsce w sercu każdego zagorzałego czytelnika. Być może, "Rdza" i "Ślady" porwały mnie bardziej, ale "Dygot" nadal zasługuje na najwyższe noty.

Ocena:9/10

Za możliwość przeczytania "Dygotu" dziękuję portalowi czytampierwszy.pl

Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 312


O Szczepanie Twardochu i jego książce "Drach" [Recenzja #50]

Od pewnego czasu staram się nadrabiać zaległości związane z literaturą polską. Ciągle chętniej sięgam po książki zagraniczne, ale powoli zapoznaję się również z naszym rynkiem książki. Dzisiaj autor skandalista, autor, o którym jest naprawdę głośno.

Rok 1918, Josef Magnor wraca z wojny do Gliwic. Wkrótce ożeni się z Valeską Bielówną i pozna nastoletnią Caroline, która zostanie jego kochanką. Rok 2014 Nikodem Gemander jest architektem. Odchodzi od żony i córki do młodszej dziewczyny. Dziewczyna mu sie wymyka. Drach widzi obydwie historie, dla niego wszystko jest teraz.

"Drach" jest książką trudną, pisaną w dużej mierze dialektem śląskim z elementami języka niemieckiego. Przeciętny czytelnik, taki jak ja, nie jest w stanie zrozumieć każdego słowa padającego w dialogu. Jedyną możliwością jest zrozumienie wynikające z kontekstu całej historii. Jednak powieść Twardocha jest trudna nie tylko ze względu na język, jest również zawiła, jeśli chodzi o wątki. Historia Josefa plącze się z historią Nikodema bez oczywistego podziału. W jednym akapicie znajdujemy się w roku 2014, a w drugim już w 1906. Czy skomplikowana budowa to zarzut w stosunku do tej książki? Nie, ponieważ autor wypowiada się jasno, że jego książki nie mają na celu być proste w odbiorze i lekkie podczas lektury, to ma być właśnie powieść wymagająca.


"Został wiejskim mędrecem i dziwakiem, człowiekiem ubogim we wszystko poza tą dziwną mądrościa, która jest głupia i mądra jednocześcnie (...). To mądrość szamana, mądrość matki i myśliwego, mądrość człowieka, który walczy z drugim człowiekiem albo z dzikim zwierzęciem i dzięki mądrości wygrywa walkę, mądrość niemowlęcia, które zaciska piąstki i ustam łapczywie szuka piersi matczynej."


Akcja książki nie była dla mnie porywająca, ciężko wciągnąć się w całą historię. Jak dla mnie nie jest ona wybitna, ale wybitne są dla mnie małe smaczki. Styl Szczepana Twardocha jest naprawdę unikalny, a pojedyncze przemyślenia bohaterów wielokrotnie przykuwały moją uwagę. Uwielbiam postać Pindora, który swoją głupią mądrością, oczarowuje mnie w każdym fragmencie, w którym się pojawia.

Wrażenie robi na mnie filozofia nihilistyczna, która wciąż powraca w "Drachu", wielopokoleniowe błędy, brutalna męskość, bohaterowie, którzy desperacko poszukują prawdziwej miłości. Rozstania i powroty, morderstwa i narodziny. Życie ludzkie ukazane jako zbieg wielu skrajności. Życie przepełnione emocjami, uczuciami, a jednak życie nic nie znaczące.

Szczepan Twardoch jest nazywany "celebrytą wśród pisarzy". Dlaczego? Czy chodzi o to, że każda jego książka jest promowana jako skandaliczna, kontrowersyjna, prowokacyjna? Czy może chodzi o brutalność występującą w jego książkach? Skąd tak wielkie zainteresowanie jego osobą i dlaczego w ludziach wzbudza tak skrajne emocje? Długo zastanawiałam się nad tymi pytaniami, oglądałam wywiady w przerwach w czytaniu i sama zauważyłam, że chciałam więcej. Poglądy autora być może rzadko pokrywają się z moimi, ale miałam ochotę słuchać dłużej i dłużej.

"Jest biologiczne okrucieństwo w tym, jak w ludziach umiera miłość. Nikodem obserwuje to zawsze z oddalenia, nawet kiedy sam jest ofiarą. Nawet kiedy płacze, kiedy jest na kolanach, zawsze obserwuje z oddalenia."

Pan Szczepan Twardoch ma charyzmę, ma swój unikatowy styl bycia, wykształtowane poglądy, medialny wizerunek i zdecydowanie wyróżnia się z innych grzecznych polskich pisarzy, takich jak Remigiusz Mróz, czy Jakub Małecki. Swoją osobą i swoimi bohaterami kreuje nowy obraz męskości, a właśnie taka oryginalność przyciąga wzrok dziennikarzy.

Autor mówi, że swoją literaturą chce zmieniać ludzi. Nie próbuje jednak moralizować, ani demoralizować. Chce po prostu wywierać bezpośredni wpływ na swojego czytelnika. Wydaje mi się, że po przeczytaniu chociażby jednej książki Twardocha, zaczyna się z trochę innego punktu patrzeć na literaturę. Sądzę, że zamiary autora są wypełnione.

"To znaczy, że przeceniamy życie. Wydaje nam się to ważne, żeby żyć, i boimy się śmieci, a to przecież nie ma żadnego znaczenia."

Nie mam pojęcia, czy sięgnę po kolejne książki Pana Twardocha. Szczerze mówiąc, raczej wątpię, ale "Drach" na pewno na długo zapadnie mi w pamięć i zdecydowanie nie jest to powieść zła. Polecam wszystkim, którzy wcześniej nie zetknęli się z jego twórczościa, aby jednak zapoznali się z choć jedną pozycją i sami doświadczyli jego własnego gatunku.

Ocena:7/10
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 400

Na dzisiaj to już wszystko, zachęcam Was do obserwowania mojego bloga i mojej strony na Facebooku, jeśli chcecie być na bieżąco z moim wpisami.




"Szczęście w miłości" - Kasie West [Recenzja #49]

Dotychczas nie zetknęłam się jeszcze z literaturą Kasie West. Dużo pozytywnych opinii pojawiło się w internecie odnośnie poprzednich książek tej autorki, więc kiedy usłyszałam, że mogę zrecenzować dla Was jej nową książkę, nie zastanawiałam się długo. Staram się być na czasie z literaturą młodzieżową, więc i z tym chciałam się zmierzyć.

"Szczęście w miłości" to historia osiemnastoletniej nieszczególnie popularnej Maddie, której rodzina powoli rozpada się, a brat schodzi na złą drogę. Kiedy kończy osiemnaście lat pod wpływem impulsu kupuje los i wygrywa na loterii 30 milionów dolarów. Czy wygrane pieniądze zapewnią jej lepsze życie? W końcu stać ją na wymarzone studia, rodzice przestają się kłócić, a inni zwracają na nią uwagę. Jednak czy wszystkim może ufać, czy poradzi sobie z zarządzaniem taką sumą pieniędzy i czy odnajdzie się w nowej rzeczywistości?

"Kto powiedział, że pieniądze nie dają szczęścia? Kupiłabym temu komuś drobiazg lub dwa, od razu by zrozumiał."

Oczywiście, jak w każdej młodzieżówce nie do przeskoczenia jest wątek relacji damsko-męskiej. Maddie pracuje w zoo wraz z Sethem. Z biegiem historii ta dwójka zbliża się do siebie coraz bardziej, ale dziewczyna wciąż nie chce przyznać się chłopakowi do swojej wygranej. Właśnie tutaj ukazała mi się pierwsza wada powieści. Seth musiałby żyć w piwnicy, aby nie zauważyć zmian w życiu młodej milionerki. Maddie pojawia się w gazetach, w telewizji, w internecie, a Seth nadal nie widzi zmian.

Niestety, jestem wyraźnie zawiedziona twórczością Kasie West. Całość jest okrutnie przewidywalna, od początku do końca nie zaskakuje mnie nic. Sama główna bohaterka jest okrutnie źle wykreowana. Pod wpływem wygranej jej postać zmienia się w głupią, rozrzutną osobę, której pieniądze uderzają do głowy.

"-Czasem, niezależnie od tego, czego pragniemy, realia biorą górę."

Jedynym wątkiem, który do mnie przemówił jest wątek rodziny Maddie. Sytuacja zmienia się diametralnie za sprawą pieniędzy. Kasie West ukazuje wady społeczeństwa i wpływ pieniędzy na życie każdego z nas. Wydaje mi się, że to właśnie miało być przesłanie całej historii, ale ginie to w biegu głupich, nieszczególnie ambitnych wydarzeń.

Zdaję sobie sprawę, że jest to książka młodzieżowa, która w zamyśle ma być literaturą lekką. Jednak nie sądzę, że literatura lekka powinna być denna. Jeżeli chodzi o ten gatunek, czytałam wiele lepszych, ale też sporo gorszych. Nie sądzę, że książka jest tragiczna, ale zdecydowanie nie jest dobra.

Ocena: 4/10

Wydawnictwo: Feeria Young
Liczba stron: 406
Tłumaczenie: Jarosław Irzykowski

Za egzemplarz recenzencki dziękuję księgarni dadada.pl, jeżeli chcecie kupić tą, lub inną książkę w niskiej cenie zachęcam do kliknięcia w baner poniżej!