"O wiele więcej" - Kim Holden

Kim Holden sławę w Polsce zyskała razem z wydaniem powieści "Promyczek". Niestety nie miałam okazji jeszcze po nią sięgnąć, ale dzisiaj przychodzę do Was z inną pozycją napisaną przez tę autorkę. Inna książka, skierowana do innych odbiorców, inna dojrzałość, czy pomimo wszystkich różnic w książce nadal odnajdziemy tą samą lekkość?

Seamus to mężczyzna idealny, cudowny ojciec, kochający mężczyzna. Jednak jego żona, to zupełne przeciwieństwo. Miranda bezwzględnie dąży do sukcesu zawodowego i jest ucieleśnieniem złej małżonki i matki. Jest jeszcze Faith, dziewczyna, którą gonią demony przeszłości, ale ona odgania je swoim ciepłem, radością i kolorowym strojem. Jak potoczą się losy tej trójki? Jak zmieni się ich definicja miłości?

"Miłość to dziwna sprawa. Pojawia się znikąd. Nie ma w niej logiki. Nie da się jej zmierzyć. To mieszanka uczuć i pasji, połączenie niebezpieczne, podsycająca miłość... ale również nienawiść."

Od pewnego czasu miałam kłopot ze znalezieniem powieści, która na nowo odblokuje moją miłość do czytania, którą uda mi się przeczytać w zaledwie kilka dni i zostanę pochłonięta przez kolejną historię. "O wiele więcej" to właśnie ta książka, która ponownie zbudziła moją miłość do czytania, to właśnie ta książka, którą przeczytacie w zabójczym tempie, ale w głowie pozostanie Wam zdecydowanie na dłużej.

"O wiele więcej" to prawdziwa celebracja rodzicielstwa. Czytając tę powieść, stajemy się członkiem rodziny nadzwyczajnie ciepłej i zgranej. Na kolejnych stronach jesteśmy świadkami ich codziennego życia i odbiorcami tej cudownej atmosfery. Nie można nie rozkoszować się miłością wszechobecną w domu tej rodziny.

"Tak właśnie powinni postępować rodzice. Powinni instynktownie napełniać serca swoich dzieci miłością. Obdarzyć je zrozumieniem, współczuciem. Dawać im wiedzę, by w dorosłym życiu nikt nie przyćmił ich płomienia. By płonęły najjaśniej i nikt nie mógł ich zgasić..."

Historia nie zwalnia ani na chwilę, autorka nie pozwala nam na nudę i wrzuca nas w wir wydarzeń, które wystawiają bohaterów na kolejne próby. Nadszedł czas, kiedy książkę skierowaną dla dorosłych można napisać z lekkością znaną dotychczas głównie z powieści młodzieżowych. Dodatkowo lekturę możecie umilić sobie playlistą, którą autorka zamieściła na ostatnich stronach książki.

Cała historia zwaliła mnie z nóg, dosłownie targała moimi emocjami i kazała przeżywać wszystko razem z bohaterami. Kim Holden jest kolejną autorką, która zapewniła mi emocjonalny rollercoaster. Jestem pewna, że "O wiele więcej" to powieść uniwersalna. Chętnie przeczytałam ją ja, ale chętnie przeczyta ją na pewno również moja mama.

"Ponieważ miłość jest sztuką. Subiektywną.
Nieuchwytną.
Nieustannie zmienną.
Wciąż dojrzewającą."

Powieść stawia pytania ważne. Rozważa nad miłością, rodzicielstwem, karierą, chorobą, przeszłością i przyszłością. "O wiele więcej", to o wiele więcej niż banalny romans, to o wiele więcej niż zwykła młodzieżówka, to o wiele więcej niż moglibyście się spodziewać.

Już tradycyjnie przypominam, że od niedawna wpisy na moim blogu możecie czytać w każdą środę i niedzielę, zachęcam do obserwowania bloga i Facebooka, a w komentarzach napiszcie mi: Czy czytaliście już jakąś powieść Kim Holden?

Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 410
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek



Nie masz prawa recenzować!

Mam dziewiętnaście lat. Mam bloga, na którym recenzuję książki. Sama nie piszę, a oceniam jak piszą inni. W takim razie czy powinnam nazywać swoje teksty recenzjami? Czy jestem odpowiednią osobą, aby książki oceniać?

Nie masz prawa recenzować!

Wielokrotnie recenzje publikowane przez blogerów spotykają się z krytyką. Kim jesteśmy, aby nazywać nasze teksty recenzjami? Czy przeczytanie niewielkiej liczby książek czyni nas ekspertami w tej dziedzinie? Czasem nie znamy klasyki literatury, czasem gubimy się w normach ortograficznych i gramatycznych, a czasem czytujemy książki mniej, lub bardziej ambitne. Nie znamy się na zabiegach literackich, ale czy to znaczy, że recenzować nie powinniśmy? Czy powinniśmy ocenianie zostawić ekspertom?

Nie boję się nazwać swoich tekstów mianem recenzji!

Sądzę, że mimo wszystko to właśnie opinie takich ludzi jak my trafiają do czytelników najbardziej. Zastanówmy się, czy szybciej sięgnelibyśmy przez książkę poleconą przez prestiżowe pismo, czy może po tę, którą poleci nam przyjaciel. Ja zdecydowanie wybrałabym drugą opcję. Młodzi recenzenci są niczym przyjaciele. Dlaczego?

Jesteśmy jak przyjaciele, ponieważ znamy oczekiwania naszych grup wiekowych. Wiemy, co teraz jest tematem pożądanym wśród młodzieży, a co nie. Czytamy te książki, strona po stronie, słowo po słowie. Przecież możemy otwarcie dzielić się naszą opinią, wrażeniami po lekturze.

Czy nasze "recenzje" są nierzetelne?

Często spotykamy się z taką krytyką, ale nie jest tak. Doceniajmy to, ile czasu poświęcamy na przeczytanie książki i napisanie sensownej opinii. Nazywajmy nasze teksty recenzjami, ponieważ właśnie nimi są. Czy każdy może być recenzentem? Tak, ale pamiętajmy o tym, że jeśli krytykujemy, to konstruktywnie.

Pamiętajcie, że teraz teksty na moim blogu możecie czytać w każdą środę i w każdą niedzielę, więc zachęcam do obserwowania bloga, facebooka, i dyskusji w komentarzach!



Biblioteki umierają

Dzisiaj coś bardzo dla mnie ważnego, coś mi bliskiego i ukochanego. Proszę Was o odzew. Piszmy o bibliotekach na blogach i dajmy im nowe życie.

Skąd teza, że biblioteki umierają?

Mniej-więcej rok temu miałam okazję zapoznać się z interesującym felietonem Simona Jenkinsa. Autor tekstu twierdzi, że biblioteki wymierają nie z powodu spadku czytelnictwa, ale rezygnacji bibliotek z życia kulturalnego. Brakuje klubów książki, brakuje społeczności, którą można w tym budynku wytworzyć. Brakuje eventów i spotkań z autorami. Problem nie leży w małej różnorodności książek, czy ich małej liczbie, ale w samej bibliotece, jako instytucji. Moim zdaniem jednak biblioteki umierają także w sercach zagorzałych czytelników, którzy wolą książki posiadać, chcą mieć je na swoim regale i wracać do nich, kiedy tylko będą mogli.

Jednak czy naprawdę te miejsca umierają?

Mieszkam w małym miasteczku, w mojej lokalnej bibliotece spotykam bardzo dużo ludzi, są stali czytelnicy i Ci bardziej sporadyczni. Organizowane są również inne spotkania z autorami, kluby książkowe, ale tym razem ze wstydem przyznaję się, że jeszcze nie zdarzyło mi się wziąć w czymś udziału. Widzę wielu ludzi wchodzących do tego budynku, ale jednak nadal zbyt mało. Pędzimy do księgarni, kupujemy, mamy na zawsze. Biblioteki wciąż są zamykane, a z każdą kolejną łamie się moje czytelnicze serduszko.

Magia bibliotek

Bardzo ciężko pisać mi tekst o tym, że te miejsca umierają, kiedy są one naprawdę bliskie mojemu sercu. Uwielbiam klimat wypożyczalni, mam swoich ulubionych bibliotekarzy, swoje ulubione półki, ale co tak naprawdę tworzy dla mnie całą magię? To, że widzę, że książka była już wcześniej czytana. Magię tworzą popodkreślane cytaty, zmarszczenia na stronach od łez, czy rozlanej kawy. Magię tworzy to, co zostawi w nich poprzedni czytelnik. To, czego nie doświadczymy, czytając nową książkę.

Stąd mój apel, pójdźcie w tym miesiącu to okolicznej biblioteki, przejdźcie się między półkami, niech doradzi Wam bibliotekarka i zacznijcie bywać tam częściej. Jeśli macie bloga to też napiszcie o tych magicznych miejscach. A czy biblioteki umierają? Nigdy nie umrą.

Wpisy od dzisiaj pojawiać się będą regularnie w środy i w niedziele, więc zapraszam Was do obserwowania bloga, facebooka i komentowania. 



Przedpremierowo: "Dance, sing, love. Miłosny układ" - Layla Wheldon

Jak każdy internetowy recenzent marzę o wydaniu swojej książki. Często początkujący pisarze publikują swoje teksty na popularnym Wattpadzie. Layla Wheldon, to właśnie jedna z tych osób. Udało jej się, jej książka zanotowała miliony odsłon i tysiące fanów. W najbliższym czasie książka pojawi się na polskim rynku w wersji papierowej. Czy również na półkach księgarni stanie się ona bestsellerem?

Livia to młoda zawodowa tancerka, która wyrusza w trasę razem z wielką gwiazdą muzyki pop. Jak szybko się okazuje, Jamesowi woda sodowa już dawno uderzyła do głowy, jest arogancki i egoistyczny. Początkowo ta dwójka nie potrafi znaleźć wspólnego języka. Ku im niezadowoleniu, im dłużej przebywają razem, tym bardziej ciągnie ich do siebie nawzajem. Jak potoczy się ich relacja w świecie pełnym kamer i kolejnych wyjazdów? Czy jest dla nich szansa na miłość w show-biznesie?

"Przymknęłam lekko oczy i skupiłam się na muzyce. Czułam rytm wewnątrz siebie, jakby zgrał się z moim przyspieszonym pulsem."

Czytając tę książkę znajdujemy się w świecie muzyki, wielkiej namiętności i sławy. Na kolejnych stronach odnajdujemy znane nam utwory i w ich rytmie żyjemy razem z bohaterami powieści. Bohaterowie stawiani są przed kolejnymi wyborami i wielokrotnie muszą wybierać między sławą, a miłością. W czasie chłonięcia całej historii czytelnik odnajduje się w świecie gwiazd i celebrytów, a o tym przecież mogliśmy wyłącznie śnić.

Często przeglądając portale plotkarskie zastanawiamy się, kim tak naprawdę są nasi idole z okładek kolorowych magazynów. Layla Wheldon otwiera drzwi do tego odległego świata, ukazuje trudy ich codziennego życia i walkę o miłość.

"Tak bardzo pragnęłam, aby mnie kochał. Może mój umysł płatał mi figle i sprawiał, że śniłam o tym, o czym marzyłam."

James i Livia to bohaterowie wykreowani od początku do końca. Ona uparta, zdecydowana i z mocnym charakterem, on zakochany w sobie, impulsywny i zabójczo przystojny. Razem tworzą parę, która w świecie młodzieżówek na pewno będzie jedną z najbardziej charakterystycznych. Kiedy ich historia zwalnia, oni nadają jej smaku swoją osobowością.

Jeśli chcecie przeczytać "Miłosny układ" to jest to idealna pozycja właśnie na teraz, na gorące wakacyjne dni. Jestem pewna, że pochłoniecie ją w przeciągu kilku dni i tak jak ja z niecierpliwością będzie oczekiwać kolejnej części. Dajcie się ponieść tej przepełnionej muzyką historii i sięgnijcie po nią już teraz.

Ciekawostka o książce:
Layla Wheldon, to tak naprawdę tylko pseudonim pisarki. Pisarka nazywa się Sandra Sotomska i jest Polką.

Już teraz zamówcie książkę przedpremierowo i jak najszybciej dajcie porwać się tej historii, a ja jak zwykle zachęcam Was do obserwowania bloga, Facebooka i komentowania ;)

Liczba stron: 528
Wydawnictwo/seria: Editio/Editiored
Cykl: Dance, sing, love.

Za możliwość przeczytania tej muzycznej historii dziękuję wydawnictwu Editio.

"Tak sobie wyobrażałam śmierć" - Johanna Mo

Ola z Pomiędzy książkami nie czyta kryminałów, pewnie jakiś czas temu uważałabym to za pewną informację. Ostatnio jednak trafiła do mnie kolejna powieść tego gatunku. Czy ta pozycja sprawi, że częściej będę sięgała po powieści kryminalne?

Historia stworzona przez Johannę Mo opowiada o Helenie Mobacke, kobiecie, która po stracie dziecka stara się wrócić do zawodu policjantki. Nasza bohaterka od razu zostaje rzucona na głęboką wodę. Jej zadaniem jest wyjaśnienie sprawy młodego chłopaka, który zginął pod pociągiem Sztokholmskiego metra. Helena cały czas walczy ze swoimi rozszalałymi emocjami, kiedy w metrze giną kolejne osoby. Czy uda jej się opanować swoje demony, rozwikłać zagadkę morderstw i nie stracić zaufania współpracowników? 


"Nie wytrzymam tego dłużej... Nie mam pojęcia, kim jestem."

"Tak sobie wyobrażałam śmierć" to książka z pełnymi portretami psychologicznymi. Poznajemy motywy mordercy, odkrywamy ciemne zakątki jego umysłu i podążamy razem z nim ulicami miasta. Z drugiej strony jednak czytamy o zagubionej Helenie, jej żałobie i próbie powrotu do codzienności. Przedstawienie psychiki bohaterów to zdecydowanaie najmocniejsza strona tej książki. Autorka po prostu umieszcza czytelnika w głowach bohaterów.

Kolejnym plusem powieści jest zakończenie. Zakończenie rzuca zupełnie inne światło na opowiedzianą historię. Wielokrotnie analizowałam je w swojej głowie i zastanawiam się, co zrobiłabym ja. 

"Jej samej też nie da się naprawić. Wszystko w niej chce się tylko położyć i poddać."

Niestety, muszę się do czegoś przyczepić. Johanna Mo zabiera nam możliwość zgadnięcia, kim morderca jest. Czytając powieści kryminalne, zawsze największą rozrywką jest próba rozwikłania zagadki. Niestety autorka nie pozwala nam na to, jeśli sięgniecie po tę powieść zrozumiecie, co mam na myśli. Tym samym powieść bardziej nazwałabym psychologiczną, nie kryminalną. 

W takim razie o czym jest książka o tytule "Tak sobie wyobrażałam śmierć"? O stracie, o żałobie, o tym do czego zdolny jest człowiek w afekcie i o walce z własnym umysłem. Czy polecam tę powieść? Na pewno jeśli interesują Was portrety morderców, jeśli jednak chodzi o całość, każdy z Was musi sam zdecydować. Mnie zaciekawili bohaterowie, historia niekoniecznie. Jednak ze względu na to nie spisuję jej na straty. 

Ciekawostka o książce:
Mimo tego, że autorka napisała już osiem powieści, ta wymieniona przeze mnie jest jej pierwszą książką wydaną w języku polskim.

Za udostępnienie egzemplarza dziękuję wydawnictwu Editio.

Koniecznie polećcie mi w komentarzach kolejne kryminały, chętnie sięgnę po coś nowego. Jeśli chcecie być na bieżąco z moimi postami zachęcam do obserwowania bloga i mojej strony na facebooku.

Wydawnictwo: Editio
Seria: Editioblack
Liczba stron: 320
Tłumaczenie: Alicja Rosenau

Jestem literacką snobką, a Ty?

Ostatnimi czasy wielokrotnie w internecie spotykam się z postami, które mówią o snobizmie czytelników. Czytając je, zawsze zastanawiam się, kim są osoby, które je piszą, czy faktycznie, pomimo liczby przeczytanych książek nie zdarza im się trochę wynieść ponad pozostałych? Zdarza mi się być "literacką snobką", a Tobie?

Czym jest snobizm literacki?

Czym charakteryzuje się to zjawisko? Kim tak naprawdę jest "snob literacki"? Według mnie jest to osoba, która z powodu liczby przeczytanych książek, czasem zachowuje się przemądrzale, degraduje mniej ambitne książki i nie rozumie ludzi, którzy książek nie czytają.

"Książka. Kropka. Książka. Kropka."

Zastanówmy się, kiedy możemy nazwać się mądrym? Ile musimy przeczytać, żeby na literaturze się znać? Czy snobizmem nie jest również to, że mam dziewiętnaście lat, na swoim koncie kilkaset przeczytanych książek i już oceniam jak piszą inni? Sama nawet nie piszę, a ośmielam się oceniać.

Nie wiem, czy znacie Włodka Markowicza. Jest to youtuber, który ma na swoim koncie jedną bardzo dobrą książkę. W jednym ze swoich filmów mówi: "W życiu nie chodzi o to, żeby obłożyć się książkami, przeczytać je wszystkie i nazwać się mądrym. Bo owszem będziesz mądry, ale tylko z pozoru. Prawdziwa mądrość bierze się ze zrozumienia, a nie bezmyślnego konsumowania kropek."

Ja bywam snobką, a Ty?

Bywam snobką z powodu mojego czytania. Zdarza mi się ocenić kogoś po tym, czy czyta i co czyta. Zdaję sobie sprawę z błędu tego zachowania, ale nie ukrywajmy. Każdy rodzaj sztuki nadaje pewnej wrażliwości. Często pozwalam sobie na krytykę ludzi z powodu ich ignorancji na kulturę. Nie każdy musi czytać, możemy oglądać filmy, możemy rysować, możemy być muzykami, ale zapewniajmy sobie pewną dawkę sztuki każdego dnia.

Wiem, że nie usprawiedliwia mnie to, co piszę, ale kto z Was nigdy się tak nie zachował, niech pierwszy rzuci kamień w moją stronę. Każdy z nas ma w sobie cząsteczkę snoba. Zdarza mi się obnosić z moim czytelnictwem i nie wstydzę się o tym mówić. Jednak z tym walczę. Sama pisząc ten wpis zastanawiam się nad swoją postawą. Wielokrotnie zdarzyło mi się "konsumować kropki", a potem się z tym obnosić, więc innych za to nie krytykuję. Wy też tego nie róbcie ;)

Napiszcie mi w komentarzach, czy Wy bywacie snobami i opowiedzcie o spotkaniach z nimi. Mam nadzieję, że pod tym postem zrodzi się pewną dyskusja :)

"Milczenie jest srebrem" - Ryszard Ćwirlej

Rzadko na moich półkach pojawiają się kryminały. Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale od czasu do czasu zdarza mi się sięgnąć i spróbować czegoś nowego. Tym razem miałam okazję odkryć coś, co wyróżnia się spośród innych pozycji.

Zabójstwo prostytutki, kradzież kliszy rentgenowskich i w końcu kradzież figury św. Wojciecha. Te trzy, pozornie odległe, sprawy próbują połączyć milicjanci majora Marcinkowskiego. Czy łatwym zadaniejm jest rozpracowanie tej zagadki w czasach, w których żadne zasady nie miały znaczenia?

Ryszard Ćwirlej przez swoje powieści utworzył nowy gatunek literacki: "kryminał neomilicyjny". W jego powieściach cofamy się do PRL-u i poznajemy rzeczywistość tamtych czasów. Autor tworzy niepowtarzalny klimat, brak zasad, alkohol przelewający się na każdej stronie i kompletny chaos.

Zanim dostałam książkę wyczytałam, że jest to 8. tom serii. Nie dajcie się jednak zwieść! Spokojnie możecie przeczytać książkę bez znajomości poprzednich części. Każda część to odrębna historia i nie powinniście mieć problemu z rozeznaniem się w akcji powieści. Być może jakiś czas miałam kłopot z rozpoznawaniem bohaterów, ale spowodowane to było po prostu natłokiem nowych nazwisk.

W kryminale dużo jest miejsca na humor. Wielorotnie Teofil rozbawiał mnie swoim podejściem do życia. Jeśli chodzi o rozwiązywanie całej sprawy, miałam wrażenie, że wszystko odkrywa się przypadkiem, a wszyscy są po prostu nieporadni. Muszę jednak przyznać, że również to dodawało klimatu.

Po tej lekturze mam wrażenie że kryminał to gatunek, w którym ani trochę nie odbiegamy od zagranicznych autorów. Nasi pisarze tworzą światy równie dobre, jak te tworzone przez pisarzy znanych na całym świecie. Ćwirlej, Mróz, czy Bonda to zdecydowanie nazwiska na skale światową.

Napiszcie mi w komentarzach, jakie polskie kryminały Was porwały. Chętnie sięgnę po coś, co mi polecicie. Jak zwykle zapraszam do obserwowania mojej strony na facebooku i bloga.

Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 480

Za udostępnienie egzemplarza dziękuję księgarni dadada.pl. W tej księgarni tę pozycję możecie kupić już za 27,34zł. Polecam!
Znalezione obrazy dla zapytania dadada.pl


"Making faces" - Amy Harmon

Młodzieżowe książki często trafiają na moje półki, niestety, rzadko trafiają do mojego serca. Amy Harmon jednak już dwukrotnie zachwyciła mnie swoimi powieściami "Prawo Mojżesza" i "Pieśń Dawida". Jak było z jej trzecią książką?

"Making faces" opowiada historię nastoletniej Fern, przystojnego Ambrosa, niepełnosprawnego Baileya i innych mieszkańców małego miasteczka, w którym żyją. Fern zakochuje się w Ambrosie, który wydaje się poza jej zasięgiem. Spokój w ich rzeczywistości zakłóca wojna. Ambrose wraz z 4 kolegami decyduje się przystąpić do wojska. Razem z wojną traci swoje dotychczasowe życie, a po powrocie nic już nie jest takie jak było.

"Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia."

W książkach tego gatunku często mam problem z bohaterami, wszyscy wydają się podobni i bardzo papierowi. "Making faces" takie nie jest. Każdy z bohaterów jest wykreowany na najwyższym poziomie. Kochałam ich, jak swoich przyjaciół. Czytając książkę, czułam wokół siebie bohaterów, ich naturalność. Genialny Bailey, który rozbawiał mnie na każdej kolejnej stronie. Fern, z którą każda z czytelniczek może się utożsamić i Ambrose, który pokiereszowany przez życie wcale nie jest tak idealni, jak bohaterowie innych młodzieżówek. Akcja książki była ciekawa, ale to postacie stworzyły całą historię.

"Dzięki książkom możemy być, kim chcemy, uciec na chwilę od samego siebie."

Jestem absolutnie zachwycona światem, który opisała Amy Harmon. Sądziłam, że po poprzednich powieściach nie będzie w stanie utrzymać tak wysokiego poziomu. Myliłam się, tym razem wykreowała jeszcze lepszą fabułę, lepszych bohaterów i poruszyła trudniejsze problemy. Ukazała radzenie sobie ze stratą, trudną miłość, chorobę i bezgraniczną przyjaźń. Czytając, płakałam i śmiałam się na zmianę. Amy Harmon swoją książką zafundowała mi prawdziwy emocjonalny rollercoaster.

"Śmierć jest łatwa. Życie jest dużo trudniejsze."

Jeśli mamy czytać młodzieżówki, to czytajmy właśnie takie. "Making faces" to książka, którą będę wielokrotnie polecać i na pewno szybko o niej nie zapomnę. Powieść, która bawiła mnie i łamała mi serce, powieść, którą chciałabym przeczytać na nowo. Tym razem jestem w stanie Wam zagwarantować, że to właśnie jest powieść warta przeczytania.

Kliknięcie w poniższe tytuły przeniesie Was do recenzji innych książek tej autorki

Zapraszam również do polubienia mojej strony na facebooku, obserwowania bloga, a w komentarzach napiszcie mi, czy Wy spotkaliście się już z twórczością Amy Harmon :)

Za możliwość przeczytania "Making faces" dziękuję wydawnictwu Editio.

Wydawnictwo: Editiored
Tłumaczenie: Joanna Sugiero
Liczba stron: 344



"Przyrodni brat" - Penelope Ward

Young Adult ciągle ma wielu swoich zwolenników. Ja sama niekoniecznie do nich należę, ale zdarza mi się sięgać po książki tego gatunku. Czasem są dla mnie zabawą i odpoczynkiem, a czasem niesamowicie mnie męczą. Jak było tym razem?

Greta to spokojna nastolatka. W pewnym momencie cała jej rutyna ma zostać zburzona, ponieważ w jej domu ma pojawić się jej przyrodni brat. Elec okazuje się niestety aroganckim i zabójczo przystojnym chłopakiem. Niespodziewanie dziewczynę zaczyna fascynować nowy domownik.

W nurcie Young Adult wielokrotnie miewam problemy z bohaterami. Mężczyźni zawsze są "bad boyami", a kobiety są niezdecydowane i męczące. Tym razem nie irytowali mnie oni. Być może powielali wszystkie znane już schematy, ale wzbudzali pewną sympatię

"To zabawne, jak można spędzić całe życie, zastanawiając się czy nie ma Boga, aż nagle w czasie kryzysu prosisz go o pomoc, jakbyś nigdy nie wątpił w jego istnienie."

Muszę Wam przyznać, że świetnie bawiłam się, czytając tę książkę. Dostarczyła mi wiele śmiechu i rozrywki. Pochłonęłam ją w jeden wieczór i sądzę, że to właśnie tego rodzaju książka. Czyta się ją nadzwyczajnie lekko i mimo pewnej głupoty, to naprawdę była to dla mnie przyjemnością.Nie oczekujcie jednak wiele od tej książki. Cała historia ma drugie dno, ale nie znalazłam tam niczego pouczającego. Powieść możecie potraktować wyłącznie jako rozrywkę, mogę Wam gwarantować, że to na pewno zapewni Wam ta lektura. Trzeba również zaznaczyć, że w treści pojawia się wiele scen i podtekstów seksualnych.

Niestety mam pewne zastrzeżenia odnośnie okładki książki. Kiedy książka do mnie przyszła stwierdziłam, że jest ona niezła. Naprawdę o wiele lepiej wygląda w ręce niż na zdjęciu. Jednak, kiedy zaczęłam ją czytać litery zaczęły schodzić przy delikatnym potarciu. Wydaje mi się, że jednak tylko mój egzemplarz zawiera ten błąd, ponieważ przeglądając zdjęcia książek, nigdzie nie zauważyłam czegoś podobnego. Zastanawiam się też nad zdaniem umieszczonym pod tytułem i wydaje mi się, że wkradł się tam po prostu błąd.

"Byłeś najlepszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. Mam nadzieję, że któregoś dnia będę mogła powiedzieć, że byłeś jedną z najlepszych rzeczy w moim życiu, ale jak do tej pory mam tylko ciebie."

Mimo wszystko, chciałabym Wam polecić "Przyrodniego brata". Często zarzucam siebie serią ciężkich i trudnych książek. W tej sytuacji Penelope Ward dała mi na stronach chwilę odpoczynku. Jeśli lubicie pośmiać się trochę w czasie czytania i po prostu dobrze się bawić, to koniecznie musicie sięgnąć po tę pozycję!

Napiszcie mi w komentarzach, jaka książka sprawiła, że śmialiście się w czasie czytania. Bardzo chętnie przeczytam jeszcze coś podobnego. Zachęcam również do obserwowania bloga oraz strony na facebooku.

Za możliwość przeczytania "Przyrodniego brata" dziękuję wydawnictwu Editiored.

Wydawnictwo: Editiored
Liczba stron: 272
Tłumaczenie: Wojciech Białas

Porównanie 9 księgarni, czyli gdzie warto kupować?

Wielu czytelników zamawia książki w internecie. Każdy z nas chyba choć raz zastanawiał się, która z internetowych księgarni pozwala nam na najkorzystniejsze zakupy. Dzisiaj postanowiłam skonfrontować 9 najpopularniejszych stron. Zapraszam!

Na czym polega moje porównanie i jakie księgarnie wzięłam pod uwagę?

Księgarnie postanowiłam porównać w trzech kategoriach. W każdej z nich księgarnia może otrzymać pewną liczbę punktów, a na końcu powstanie klasyfikacja generalna. Oto strony, które wybrałam:


Kategoria 1.: Cena książek

Pierwszym i zarazem najważniejszym czynnikiem, który oddziałuje na wybór księgarni jest oczywiście cena oferowanych książek. Pod uwagę wzięłam 3 książki: "13 powodów" - aktualny hit wśród literatury młodzieżowej, "Małe życie" - książkę grubszą i o wyższej cenie oraz "Na południe od granicy, na zachód od słońca" - czyli powieść niedługą i nieszczególnie popularną. Na wykresie możecie zobaczyć cenę wszystkich książek razem w poszczególnych księgarniach. Postanowiłam, że w tej kategorii punkty będę liczyć podwójnie, ponieważ to ona ma największe znaczenie.


Kategoria 2.: Cena przesyłki

Często, zamawiając coś przez internet, problemem staje się koszt wysyłki. Zdarza się, że zwiększa on cenę tak, że kupowanie z księgarni internwtowych przestaje się opłacać. Na wykresie możecie zobaczyć ceny najtańszych przesyłek oferowanych przez sprzedawców.


Kategoria 3.: Dostępność 

Ostatnia kategoria to dostępność innych produktów, gier, płyt, filmów, czy artykułów papierniczych. Uznałam, że w tej kategorii będę punktować wyłącznie do 3, ponieważ w świecie literatury nie ma ona większego znaczenia.


Ostateczna punktacja

Jak niżej możecie zobaczyć w moim ranikngu zwyciężyła księgarnia nieprzeczytane.pl, sami oceńcie, czy ranking jest rzetelny i obiektywny, a w komentarzach napiszcie, gdzie Wy zamawiacie książki. Zapraszam do polubienia mojej strony na facebooku, obserwowania bloga i komentowania ;)







Literackie Rekordy Guinnessa

Chyba każdy z nas chociaż raz pomyślał o tym, jak mógłby znaleźć się w Księdze Rekordów Guinnessa. Od dziecka myślałam o tym, żeby pojawić się tam nawet z najbardziej abstrakcyjnym rekordem. Dzisiaj natomiast przedstawię Wam rekordy związane z literaturą. Jedne mniej szalone, inne bardziej, ale wszystkie godne podziwu. Zapraszam.

"Pocałunek na pożegnanie" - Tasmina Perry

Po pewnej przerwie od romansów musiałam wrócić do mojego gatunku. Być może jest schematyczny, ale zawsze stanowi dla mnie po prostu łatwą rozrywkę. Czy i tak było tym razem? Zapraszam do przeczytania mojej recenzji.

"Pocałunek na pożegnanie" to tak naprawdę dwie historie. Pierwsza z nich rozgrywa się w roku 1961 i opowiada o miłości Rosamund, i Dominica, a druga rozgrywa się w czasach współczesnych i opowiada o archiwistce Abby. Kobieta przypadkowo odnajduję fotografię dwójki żegnających się kochanków i postanawia dowiedzieć się, jak ona powstała. Jak łączą się te dwie historie? Wszyscy się domyślamy, jednak za całą historią kryje się tajemnica.

Niestety książkę czyta się tak szybko, że do bohaterów szczególnie się nie przywiązałam, ale nie irytowali mnie oni, więc po prostu pozostałam obojętna. Jest to raczej coś niewymagającego, ale przyjemnego.

"Miłość to potężna siła, która wiedzie na niebotyczne wyżyny i w straszliwe głębie, ale magiczne chwile wynagradzają wszystko."

Muszę przyznać, że była to dość typowa powieść tego gatunku, pojawia się pewna tajemnica, która nadaje pewnej odmienności, ale nadal jest to po prostu historia o miłości. Muszę przyznać, że książka trafiła do mnie w dobrym czasie i spełniła funkcję swojego rodzaju "odmóżdżacza". Wydaje mi się, że to przyjemna lektura na nudne wieczory. Ma jednak ona swój czar. Dwie połączone historie ukazują pewną ponadczasowość. Autorka łączy bohaterów i ukazuje, że być może wcale nie różnimy się tak bardzo, jak nam się wydaje.

"To tak, jakby przyszedł jakiś magik - no wiesz, jeden z tych, którzy występują w telewizji - i ściągnął obrus ze stołu. Niby zostawił talerze i sztućce i na pozór wszystko jest takie samo, ale tak naprawdę zupełnie inne."

Nie chciałabym jednak, żebyście pomyśleli, że jest to aż tak prosta historia. Całą książkę czytało się świetnie, lekko i szybko. Była wciągająca, ale nie wywołała u mnie łez, czy śmiechu, może delikatny uśmiech. W swoim gatunku jest to książka po prostu dobra. Sami oceńcie czy chcecie przeczytać "Pocałunek na pożegnanie".


Tym razem muszę Wam powiedzieć, że książkę mam z księgarni internetowej dadada.pl. Przesyłka przyszła do mnie bardzo szybko i bez żadnych problemów. Jeśli jesteście zainteresowani kupnem "Pocałunku na pożegnanie" to polecam zrobić to właśnie na tej stronie, ponieważ jest tam rabat 40% ;). Polecam! Czekam na Wasze komentarze odnośnie mojej recenzji! 

Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 488
Tłumaczenie: Małgorzata Bortnowska

"Służące" - Kathryn Stockett

Ciężko pisać o książkach, które poruszają tak mocno. Dzisiaj będzie bardzo trudno odnaleźć mi słowa, które opiszą "Służące" i wyrażą moje emocje w czasie czytania. Zapraszam!

"Dobra pomoc jest jak prawdziwa miłość, tylko jedna na całe życie."

"Służące" wiele z Was może już znać z głośnej ekranizacji. Jest to historia czarnoskórych kobiet, które pracują w domach białych rodzin. Pani Stockett napisała o walce o wolność, tolerancji i równości rasowej społeczeństwa. Ukazała również przyjaźń, która rodzi się, mimo wszelkich różnic.

Dwie główne bohaterki, czyli Aibileen i Minny, od razu skradły moje serce. Minny ze swoim temperamentem mogłaby podbić świat, a w samej książce dodaje sporą dozę humoru między gorzką rzeczywistość. Aibileen natomiast jest kobietą o szczególnej wrażliwości i opiekuńczości. Jest bohaterką, która inspiruje do prostej miłości. Skeeter również budziła moją sympatię, jednak nie miała tak wyrazistego charakteru jak wcześniej wymienione kobiety.

"To właśnie uwielbiam w Aibileen, że umie wziąć najbardziej skomplikowane sprawy z życia, podzielić je na drobne i tak ładnie opakować każden jeden kawałek, że wszystkie się świetnie mieszczą w kieszeni."

"Służące" to powieść, którą czyta się lekko, mimo trudnego tematu i liczby stron. Cała historia szargała mną na wszystkie strony. Nie potrafię napisać obiektywnie. Mój śmiech przeplatał się ze szlochem. Wydaje mi się, że pierwszy raz książka fikcyjna wydawała mi się zupełnie realną. Miałam wrażenie, że po drugiej stronie globu żyli wszyscy bohaterowie i toczyli walkę z brakiem tolerancji. Powieść wciągnęła mnie bez reszty. Otwierając ją znajdowałam się między bohaterami i odczuwałam razem z nimi.

Aibileen urzekała mnie swoim ciepłem, co kilka stron na nowo. Uczyła dzieci samoakceptacji w świecie pełnym nienawiści, a historyjki, które im opowiadała stanowiły pochwałę równości. Bohaterka wkradła mi się głęboko w serce i na pewno pozostanie jedną z moich ulubionych postaci jeszcze długo.

"Czy nie taki był sens książki? Czy nie chodziło o to, żeby kobiety zrozumiały: ‘Jesteśmy tylko dwiema istotami ludzkimi, nie tak znowu wiele nas dzieli. Znacznie mniej, niż sądziłam’."

Sądzę, że jest to pozycja, która powinna być obowiązkową dla każdego. Ukazuje segregację rasową lepiej niż każda lekcja historii. Ta książka jest najlepszą lekcją miłości, przyjaźni, tolerancji i solidarności, jaką dane mi było dotychczas przeżyć. Mam nadzieję, że każdy z Was prędzej czy później sięgnie po tę przegenialną historię i da się zachwycić.

Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 584
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska

Napiszcie mi proszę w komentarzach o Waszych ulubionych bohaterkach, dajcie znać, czy czytaliście lub oglądaliście "Służące" :D Zapraszam również do obserwowania i polubienia strony na facebooku!

Dlaczego nie czytamy lektur?

Nadchodzą reformy edukacji. Zmiany w kanonach lektur wprowadzają duże zamieszanie, budzą krytykę, ale mają również zwolenników. Czy wprowadzenie innych lektur może wpłynąć dobrze na czytelnictwo w naszym kraju? Zadajmy sobie ważne pytanie: Dlaczego nie czytamy lektur?

Ostatnio z moim ukochanym prowadziłam rozmowę odnośnie lektur. Byłam wyraźnie ucieszona tym, że w kanonie pojawiła się Olga Tokarczuk, czy Jacek Dukaj. On jednak powiedział coś, co zupełnie zbiło mnie z tropu: "I tak nikt nie będzie tego czytał". To było proste zdanie, wydaje się wręcz cyniczne, ale niestety jest prawdziwe. Czytanie lektur utarło się w społeczeństwie jako nuda.

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że na liście nadal wiele jest pozycji niezrozumiałych dla nastolatków. Z powodu nastawienia pomijamy wszystkie z nich. Jestem tegoroczną maturzystką, w liceum nie przeczytałam większości lektur, w podstawówce i gimnazjum czytałam jednak wszystkie. Sama odrzuciłam licealne lektury. Od razu patrzyłam na nie, jak na nudne książki, które przeczytać muszę bardzo szybko. Niektórych wyborów żałuję i na pewno sięgnę po nie w wolnej chwili.

"Pisarz nie powinien objaśniać swojego dzieła, po cóż bowiem pisałby powieść, która jest wszak maszyną do wytwarzania interpretacji."

Zastanawiam się, więc czy poprzez kanon jesteśmy w stanie w ogóle zachęcić do czytania? W końcu nawet zagorzali czytelnicy nie czytają lektur. Co nas odrzuca? Wydaje mi się, że problemem jest narzucanie nam interpretacji. Uczeń nie może odbierać tekstu na swój sposób. Odszukuje w nich tylko motywów, które mogą być przydatne do kolejnych rozprawek. Czytanie lektur nie pozwala na odniesienie ich do własnego życia. Mamy jasno określone, co jest ważne, a co mniej. Takie nastawienie zabija magię czytelnictwa.

Niestety często później patrzymy na każdą powieść przez pryzmat lektur, do których byliśmy zmuszani. Zapamiętujemy czytanie jako nudę i przymus. Reformy najprawdopodobniej nie podniosą, ani nie obniżą czytelnictwa w naszym kraju. Nadal należy szukać rozwiązań i nachalnie promować czytelnictwo.

Koniecznie napiszcie mi jakie lektury Wy chcielibyście zobaczyć w kanonie? Jakie lektury są Waszymi ulubionymi? Co Wy sądzicie o problemie przeze mnie poruszonym? Czekam na Wasze opinie.


Od dziś posty będą pojawiać się dwa razy w tygodniu, zapraszam do obserwowania bloga oraz mojej strony na facebooku.


"Margo" - Tarryn Fisher

Na początku tego roku na półkach księgarń pojawił się thriller psychologiczny dla młodzieży. Czy nie brzmi to abstrakcyjnie, kiedy wydawnictwa zasypują nas New adult? Czy "Margo", o której głośno jest w blogosferze może przełamać nudę zwyczajnych obyczajówek?

Autorka opowiada nam historię nastoletniej dziewczyny zamieszkującej najgorszą dzielnicę Bone. Bone to miasto pełne ciemności, niepewności i podejrzanych ludzi. Każdy marzy o ucieczce z tego miejsca, ale mało osób się na nią decyduje. Margo jest wychowywana przez samotną matkę, która ma problemy z depresją i prostytucją. Dziewczyna mierzy się z przytłaczającą samotnością i złym otoczeniem. Z czasem zaprzyjaźnia się jednak z niepełnosprawnym sąsiadem. Razem z nim chce rozwikłać zagadkę morderstwa małej dziewczynki. Zagubiona nastolatka wplątując się w tę sprawę, nie zdaje sobie sprawy jakie konsekwencje poniesie.

"Rozumiem smutek i dlatego mu ufam. Naszym przeznaczeniem jest czuć przygnębienie, choćby tylko po to, by chronić się przed ściemą szczęścia. Będę znać tylko ciemność; może kluczem jest uczynić z tego sztukę."

Świat wykreowany przez Tarryn Fisher jest światem mrocznym i pełnym tajemnic. Opisy stwarzają niepowtarzalny klimat, a kolejne zdarzenia mrożą krew w żyłach czytelnika. Oczywiście nie jest to przerażające, jak świat Kinga, ale przecież to książka kierowana do młodzieży. Postacie nie są papierowe, wyidealizowane i płaskie. Dobra kreacja każdej postaci dopełnia całą historię.

"Margo" to książka, która przedstawia kompletny portret mordercy, możemy zobaczyć psychologiczne aspekty, które kierują jego wyborami i zaobserwować wpływ przeszłości na kolejne decyzje. Wielkie wrażenie zrobiło na mnie to, jak Tarryn Fisher potrafiła mieszać mi w głowie i zmuszać do rozpatrywania plusów, i minusów każdej decyzji bohaterów.

"Są rzeczy, których nigdy nie robimy, bo ktoś napełnia nas strachem przed nimi albo wmawia nam, że nie jesteśmy ich godni. Chcę zrobić wszystkie swoje nigdy - sama albo z kimś ważnym. Nie obchodzi mnie to. Chcę po prostu żyć."


Ostatecznie, co do całości mam jednak mieszane uczucia. Wszelkie dyskusje, czy bohaterowie postępują dobrze, czy też źle, nie do końca mnie przekonują. Zakończenie jest zaskakujące, ale nadal nie wiem jak się do niego ustosunkować. Intryguje, ale może również zirytować czytelnika.

Sądzę, że "Margo" jest czymś zupełnie innym i zdecydowanie wartym uwagi. Mało pojawia się dzisiaj książek tego gatunku, które kierowane są właśnie do młodzieży. Powieść stanowi swojego rodzaju odświeżenie dla polskiego rynku książki i mam nadzieję, że na tej jednej pozycji się nie skończy. "Margo" to coś innowacyjnego i zaskakującego. Na pewno kiedyś polecę komuś tę pozycję.

Za udostępnienie egzemplarza dziękuję wydawnictwu SQN.

Liczba Stron: 320
Wydawnictwo: SQN
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik

Ustawa o jednolitej cenie książki, czyli nie taki diabeł straszny, jak go malują

Kilka dni temu w naszym spokojnym czytelniczym świecie narodziła się prawdziwa burza. Wszystko z powodu ustawy o jednolitej cenie książki, która kolejny raz pojawiła się na biurkach w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Czym tak naprawdę jest ta ustawa? Jakie poniesie za sobą konsekwencje i czy na pewno wpłynie destrukcyjnie na czytelnictwo w Polsce? Ustawa o jednolitej cenie książki nakazuje wydawnictwom umieszczać cenę na okładkach. Przez pierwsze 12 miesięcy księgarz nie będzie mógł jej obniżyć o więcej niż 5 procent. Istnieją jednak pewne wyjątki: rabatu wysokości 15 proc. będzie można udzielić czytelnikowi, który nabędzie książkę na targach książki oraz stowarzyszeniom uczniów w przypadku zakupu podręczników. Z 20-procentowego rabatu skorzystać będą mogły instytucje kulturalne oraz naukowe. Pośród ogromnej krytyki tej ustawy musimy zadać sobie pytanie: Jakie są zalety jej wprowadzenia? Przecież po coś ma być wprowadzona. Ustawa ma na celu regulację rynku książki. Ustabilizowanie ceny korzystne jest dla księgarń stacjonarnych. Ceny proponowane przez lokalnych księgarzy nie mogą równać się z tymi, które dostępne są w Internecie. Po wprowadzeniu tej ustawy w życie księgarze dorównaliby wirtualnym księgarniom. Ustawa mogłaby ożywić również biblioteki. Być może czytelnicy, zniechęceni przez wysokie ceny książek, chętniej wybieraliby się właśnie do bibliotek? Piękne wypożyczalnie powoli umierają, a przecież na to nie możemy pozwolić. Czym byłoby czytelnictwo bez bibliotek? Te miejsca mają duszę, zasługują na ocalenie w ten, czy inny sposób.


"Biblioteka to wypożyczalnia umysłów." ~Piotr Szreniawski

Pomimo tego nie jestem za wprowadzeniem tej ustawy. Została ona wcześniej wprowadzona w Izraelu i nie przyjęła się. Jej jedynym owocem był jedynie spadek czytelnictwa. Uważam, że absurdalne byłoby jej przyjęcie. Każdy, nawet najmniejszy, spadek czytelnictwa nie pomoże rynkowi książki w Polsce.


Mam nadzieję, że jednolita cena książek nie zostanie zatwierdzona. Należy pomóc małym księgarniom i bibliotekom, i ratować te czarujące miejsca, ale jestem przekonana, że wspomniana ustawa nie pomoże w tej sytuacji. Należy szukać innego rozwiązania, a te odrzucić jak najszybciej. Jeśli chcecie tak jak ja, zasygnalizować, że jesteście przeciwni wprowadzeniu tej ustawy, to zapraszam do podpisania się pod powstającą petycją.



Zapraszam do wyrażania swojej opinii w komentarzach. Chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat :)



Jak czytać szybciej? I czy na pewno warto?

Wielu czytelników choć raz wpisywało w wyszukiwarkę frazę „Jak czytać szybciej?”. W końcu świat jest pełen książek do przeczytania, a zajęć mamy tak wiele. Chcemy czytać więcej i szybciej. Metod szybkiego czytania w Internecie znajdziemy wiele. Są takie, które wymagają treningów oraz takie, które działają natychmiastowo. Jednak dziś zadajmy sobie pytanie: czy warto? Wszyscy żyjemy w biegu, każdy z nas ma wiele czynności do wykonania każdego dnia. Znalezienie chwili spokoju na oddanie się lekturze nie jest łatwe. Nasze listy książek do przeczytania rosną, a my ciągle walczymy z czasem. Co może być rozwiązaniem, jeśli nie szybsze czytanie?

"Wziąłem kurs szybkiego czytania, zdołałem przeczytać "Wojnę i pokój" w dwadzieścia minut. To jest o Rosji." ~Woody Allen

Przeciętny człowiek czyta od 180 do 250 słów na minutę. Każdy z nas łatwo może sprawdzić, ile jest w stanie przeczytać w ciągu minuty. Na świecie są jednak osoby, które mogą szczycić się o wiele wyższym wynikiem. Jednym z rekordzistów jest Marek Skomorowski, który w ciągu minuty jest w stanie przeczytać 16000 słów.

Muszę Was jednak zawieść. Słysząc o szybkim czytaniu nie mamy pojęcia o procencie zrozumianego materiału. Przy tak wysokim wyniku zrozumienie tekstu wynosi ok.50%. Wyobraźmy sobie teraz, że jesteśmy w stanie czytać tak szybko. Czy nadal czytanie waszej ulubionej książki byłoby przyjemnością? Połowa informacji uciekłaby mam sprzed nosa. Jeżeli chcemy czytać szybko i rozumieć wysoki procent tekstu, to nie możemy przekroczyć 600 słów na minutę.
Cała magia literatury kryje się w szczegółach, poszczególnych cytatach, opisach, grach słownych. Przy szybkim czytaniu wiele z nich nam umyka. Nie jesteśmy w stanie wyłapać wszystkiego. Lekturą należy się delektować, odkrywać historię kęs po kęsie. Co z tego, że przeczytalibyśmy 100 książek, jeśli żadnej nie zrozumielibyśmy do końca?
"Miłość-to nie jest praca do szybkiego wykonania."

Szybkie czytanie na pewno przydaje się przy czytaniu tekstów potrzebnych do pracy, czy szkoły. Im szybciej pochłoniemy nieinteresujący nas tekst, tym mniej czasu stracimy. Jednak, jeżeli chodzi o czytelnictwo dla przyjemności, to dajmy sobie czas, przedłużmy te przyjemność, wyobrażajmy sobie i kontemplujmy. Chętnie poznam Waszą opinię na temat szybkiego czytania. Stosujecie jakieś techniki? Ile słów czytacie na minutę? A może właśnie powoli poznajcie?



Najciekawsze zakładki do książek

Zakładki. Większość z nas, czytelników, nie wyobraża sobie lektury bez nich. Jak przerwać lekturę bez zaznaczenia fragmentu, na którym skończyliśmy? Jednak z biegiem czasu zakładki zaczęły pełnić też funkcję ozdobną. Zakładki stały się nieodłącznym punktem kolekcji książkoholików. Używamy różnych przez magnetyczne, klasyczne do narożnikowych. Dzisiaj przedstawię Wam jednak te najciekawsze, ponieważ książkowe gadżety są tym, co uwielbiamy.

Chciałabym zacząć od metalowych ręcznie robionych zakładek od Artillo. Te zakładki są niczym biżuteria dla naszych książek, po zamknięciu wiszą przy ich grzbiecie i ozdabiają naszą biblioteczkę. Ich wadą może być najwyższa cena ze wszystkich wymienionych przeze mnie zakładek, ale muszę przyznać, że sama używam podobnej i jest to jedna z moich ulubionych.


Zakładki magnetyczne znacie już chyba wszyscy. Urocze zakładki od Epikpage znajdziecie z podobiznami bohaterów z najpopularniejszych powieści. Poza tym zakładki magnetyczne zdecydowanie najlepiej trzymają się naszych książek. Możemy nimi rzucać, otwierać, przechylać, a zakładka na pewno pozostanie na swoim miejscu. Co ciekawe kupicie takie nawet z Georgem R.R. Martinem :D

Zakładki od Tojko. Jak tutaj się nie zakochać? Kocham szczególnie te ze zwierzątkami, ale znajdziecie również bohaterów. Widać, ile pracy, autorka włożyła w te projekty. Mam nadzieję, że za jakiś czas sama zamówię sobie kilka takich zakładek. 

Muszę Wam też pokazać te kreatywne zakładki, które dostępne są na razie wyłącznie za granicą. Musicie przyznać, że nogi wystające z książki wyglądają fenomenalnie. Niestety po otworzeniu książki zakładki tracą już całą magię. Kupić je możecie na MYBOOKMARK.

Zakładki narożnikowe łatwo możecie zrobić sami. Tutaj tylko wasza kreatywność może Was ograniczać. Nie wymagają one wybitnego talentu plastycznego. Każdy z Was bez problemu powinien poradzić sobie ze zrobieniem takiej zakładki. Moje pytanie do Was brzmi, czy one nie wypadają? ;)

Chętnie sprawdzę też Wasze propozycje. Koniecznie podeślijcie mi w komentarzach zakładki, o których nie napisałam. Zapraszam do komentowania!


"Reguły gry" - James Fray i Nils Johnson-Shelton

Przyszłość ludzkości staje pod znakiem zapytania. Cały świat opanowuje chaos, a tylko kilka osób może zmienić przebieg historii. Najwytrwalsi ze wszystkich pozostali w grze. Jedni z nich dążą do wygranej, inni do zatrzymania gry, a następni do zagłady. Jak zakończy się gra o życie i jak drastyczne skutki przyniesie? Nadeszło zwieńczenie serii "Endgame". 

UNBOXING #1 - nowości od SQN

Cześć, Nadszedł ten pamiętny dzień! Dziś pierwszy raz mam dla Was UNBOXING i to w formie filmu! Musiałam Wam pokazać jakie cudowne przedpremierowe egzemplarze przysłał mi SQN. Zapraszam.

"Pax" - Sara Pennypacker, Jon Klassen

Sara Pennypacker to autorka wielu książek, głównie skierowanych dla dzieci i młodzieży. Jednak ostatnio o jednej z jej książek zrobiło się głośno również wśród dorosłych czytelników. Czy książka zasługuje na wszelkie zachwyty? Czy jest to nowość na miarę "Małego księcia", jak zapewnia nas okładka? 

"Norwegian wood" - Haruki Murakami

"Norwegian wood" to jedna z najpopularniejszych książek japońskiego autora, faworyta do Nagrody Nobla Haruki Murakamiego. Jest to jedna z niewielu obyczajowych pozycji w jego dorobku. Skąd zachwyty nad tą książką i czy również ja im uległam? Zapraszam!