Piątkowe aktualności, czyli między innymi Radek Kotarski i czytampierwszy.pl [Aktualności #2]

Już kolejny piątek i kolejny raz postaram się przybliżyć Wam najnowsze informacje ze świata literatury. Co tydzień zbieram dla Was informacje z różnych źródeł, aby przedstawić Wam 5 najciekawszych newsów. Zapraszam!

Radek Kotarski wydaje nową książkę!
Nie wiem, ilu z Was śledzi polskich youtuberów, ale mam wrażenie, że Radka Kotarskiego z Polimatów kojarzą wszyscy. Czym tym razem mnie zaskoczył? Radek rzucając piłeczkę do ping-ponga do kubeczków, wylosował sobie język, którego postanowił nauczyć się w pół roku. Przez te pół roku stosował i sprawdzał przeróżne metody uczenia się, a na podstawie tego doświadczenia wydał książkę, w której opisuje, jak robić to najskuteczniej. Już czekam na tę książkę!

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=togQVvQy3bk

Czwarta Strona dołączyła się do czytampierwszy.pl
Czy jestem z tego zadowolona? Sama nie wiem, ale tak, to już oficjalne, Czwarta Strona podłączyła się do projektu czytampierwszy.pl i już teraz punkty możecie wymieniać na ich książki. Mam nadzieję, że portal ruszy w dobrą stronę, ponieważ wydawnictwa są obiecujące. Jeśli nie wiecie, o co chodzi z tym portalem to odsyłam Was do mojego wpisu na ten temat.


70. urodziny Stephena Kinga!
21. września swoje urodziny obchodził Stephen King. Ostatnimi czasy fenomenem jest ekranizacja jego powieści pt."To", która jest podobno bardzo dobra. Król Grozy ma już ponad czterdziestoletnią karierę pisarską za sobą i mam nadzieję, że przed nim jeszcze wiele lat pisania i dostarczania nam rozrywki na tak wysokim poziomie.

Właśnie teraz odbywa się 9. Festiwal Poezji w Sopocie
Jeśli przypadkiem mieszkacie w Trójmieście, to nie możecie przegapić tego wydarzenia. Popularność poezji z dnia na dzień zanika coraz bardziej, a takie festiwale są genialnym pretekstem do zgłębienia świata poezji na nowo. Mam nadzieję, że wiele osób właśnie przebywa w tym miejscu, ja żałuję tylko, że tak daleko mieszkam.


Już niedługo Polskę odwiedzi Dan Brown!
Już w październiku będziemy mogli gościć w Polsce tego znakomitego autora. Napisał między innymi "Kod Leonarda da Vinci" i "Inferno", a już 3. października na rynku książki pojawi się jego najnowsza książka "Origin". W związku z tym w październiku sam autor przyjedzie do Polski na spotkanie autorskie.

To już wszystko, co przygotowałam dla Was na dzisiaj. Bardzo chętnie poczytam w komentarzach, co zainteresowała Was najbardziej w tym tygodniu. W niedzielę oczywiście zapraszam na krótki felieton.









Świat z Waszych koszmarów, czyli "The Call. Wezwanie" - Peadar O'Guilin [Recenzja #43]

"The Call. Wezwanie" to pierwsza część kolejnej dystopijnej serii. Na tylniej części okładki możemy przeczytać, że za sprawą tej książki powinniśmy zapomnieć o kultowych już "Igrzyskach śmierci" i "Więźniu labiryntu". Czy wśród fali powieści tego gatnuku, jest jeszcze coś, co może zaskoczyć?

Co byś zrobił, gdybyś wiedział, że w każdym momencie możesz zniknąć ze świata na 3 minuty i wrócić martwy? Nastolatkowie powieści Peadara całe dzieciństwo przygotowują się do tego momentu, przygotowują się, aby przetrwać te trzy minuty i przechytrzyć łowców bezwględnego ludu Sidhe. Nessa, Megan i Anto to tylko trójka z pechowców, którym przyszło żyć w tym okrutnym świecie. Jednak Nessa nie może biegać, czy mimo porażenia nóg ma szanse na przeżycie, kiedy przyjdzie pora na jej Wezwanie?

"Akceptuj dyskomfort, ale bądź świadomy szkód."

Brzmi, jak typowa dystopia, prawda? Też tak myślałam, ale w momencie, w którym zagłębiłam się w świat stworzony przez autora zrozumiałam, czym ta książka się wyróżnia. Rzeczywistość wykreowana przez O'Guiliana jest nadzwyczajnie okrutna i przerażająca. Uwierzcie, do tej pory nie czytaliście tak bezwzględnej dystopii. Dziesiątki zabijanych dzieci, przerażające stwory i wieczna niepewność bohaterów, to tylko kilka cech, które tworzą mroczny klimat tej powieści.

Początkowo miałam spory problem z wdrożeniem się w powieść. Autor stworzył świat na tyle złożony, że przez pierwsze kilkadzdiesiąt stron barzo trudno odnaleźć się w tej historii. Jednak im dalej brnęłam w powieść, tym bardziej pochłaniała mnie nieustająca akcja.

"Teraz nie ma już ucieczki z Szaroziemi, tylko śmierć, a może być ona szybka lub straszliwa ponad wszelkie wyobrażenie."

Niestety, "The Call. Wezwanie" nie jest w pełni dopracowaną powieścią. Duży problem stanowią nierozwinięte portrety psychologiczne wszystkich bohaterów. Bardzo trudno polubić któregoś z nich, ponieważ wśród kolejnych wydarzeń nie ma miejsca na opisywanie emocji towarzyszących bohaterom. Jednak muszę wyróżnić Anto, który wierny swoim ideałom wyróżnia się z pośród pozostałych. Niestety, z czasem dowiadujemy się o jego losie coraz mniej.

W przypadku tej książki nie mogę też zapomnieć o pięknym polskim wydaniu. Wydawnictwo Czwarta Strona przebiło wszystkie zagraniczne egzemplarze. Już sama okładka stanowi idealne odniesienie do brutalnej treści i jeśli raz rzucicie na nią okiem, będziecie chcieli mieć ją w swojej prywatnej biblioteczce.

"Chcemy przeżyć prawdziwą żałobę, a nigdy, nigdy nie mamy takiej szansy, prawda?"

Podsumowjąc, sądzę, że podobnej powieści nie było jeszcze na rynku książki. Wydaje mi się, że szczególnie mężczyzn porwałaby ta powieść, ale fani "Igrzysk śmierci" również nie pownni być zawiedzeni. Z pewnością sięgnę po kolejną część cyklu, ale za bohaterów obniżam ocenę do 6.

Ocena: 6/10

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 352
Tłumaczenie: Piostr Chojnacki i Katarzyna Bażyńska-Chojnacka


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

Dzisiaj w komentarzach napiszcie mi jaka jest Wasza ulubiona dystopia. Zapraszam również do obserwowania mojego bloga i strony na Facebooku, abyście mogli być na bieżąco.

Czy czytampierwszy.pl wykorzystuje blogerów?

Jakiś czas temu ruszył portal stworzony dla blogerów, czytampierwszy.pl. Kiedy tylko dowiedziałam się o jego powstaniu, popędziłam założyć sobie konto na tej stronie. Pełna nadziei, że ułatwi mi to pracę z kolejnymi wydawnictwami i udostępni mi większy wybór egzemplarzy recenzenckich. Jakie są moje wrażenia po dwóch tygodniach użytkowania? Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii, to zapraszam do przeczytania mojego wpisu.

Jaka jest zasada działania czytampierwszy.pl?

Jeśli nie macie jeszcze konta na tym portalu, to szybko postaram się wyjaśnić Wam jego działanie. Rejestrując się podajemy nasze social media, miejsca, gdzie będziemy recenzję udostępniać i wysyłamy, aby administrator mógł zaakceptować nasz profil. Po akceptacji otrzymujemy daną liczbę punktów ISBN. Ja dostałam ich 50 i z tego, co wiem inni blogerzy również. Za ISBNY możemy wykupić książkę do recenzji, a po jej wstawieniu zyskujemy kolejne punkty. Brzmi jak dobry pomysł prawda? Strona działająca, jak księgarnia internetowa, w której książki otrzymujecie za recenzje. Jednak jak wszystko, portal ma swoje wady i zalety.

Niestety szybko przekonałam się o wadach portalu.

Chcąc wykupić książkę dowiedziałam się, że egzemplarz elektroniczny będzie kosztował mnie 20 punktów, a papierowy aż 100. Z reguły nie czytam wersji elektronicznej, ponieważ nie mam czytnika, a na innych urządzeniach jest to dla mnie po prostu niewygodne. Jednak chcąc sprawdzić portal dokładniej postanowiłam wykupić przedpremierowo e-book "Rdzy" Jakuba Małeckiego, licząc, że będę mogła sobie go czytać na telefonie w każdym miejscu.

Niestety już wtedy czekała na mnie niemiła niespodzianka, ponieważ okazało się, że e-booka mogę czytać wyłącznie na komputerze w przeglądarce internetowej z powodu issuu. Na szczęście książka była na tyle ciekawa, że udało mi się przebrnąć przez te 300 stron i napisać recenzję. Jednak nie wątpię, że osób, które liczyły na pdf, epub lub mobi, było więcej. 

Jak wygląda sytuacja z punktami?

Jeśli jesteście ciekawi, ile punktów uzyskałam za udostępnienie jednej recenzji, już Wam mówię! Recenzję udostępniłam na: blogu, mojej stronie na Facebooku, 7 grupach, lubimyczytac.pl i na stronach dwóch księgarni internetowych. Za wszystkie te działania otrzymałam w sumie 55 punktów. Doliczając 30 ISBN, które zostały mi po zakupie wersji elektronicznej, jest to 85 punktów na zakup kolejnej pozycji. Niestety nadal zbyt mało na wersję papierową (ja jednak miałam to szczęście, że kilka pozycji przeceniono na 59, więc kupiłam).

W takim razie czy czytampierwszy.pl nas wykorzystuje czy może przynosi nowe możliwości?

Szczerze mówiąc w obecnej sytuacji bardzo zyskuje wydawnictwo SQN. Wcześniej nikt nie połasiłby się na wersję elektroniczną, a teraz jak najbardziej. Z drugiej strony przecież my sami wykupujemy te książki i się na to zgadzamy. Każdy z nas podejmuje wybór czy chce korzystać z portalu czy nie. Oszukani mogą się czuć jedynie Ci, którzy spodziewali się innych wersji elektronicznych.

Czy będę dalej korzystała z portalu?

Myślę, że z czystej ciekawości pośledzę jeszcze zmiany na portalu. Nie spisuję go na straty, przecież mają czas na zmiany, ponieważ działają zaledwie od tygodnia. Od poniedziałku na sie pojawić kolejne wydawnictwo na czytampierwszy.pl. Sama waham się czy chcę, żeby było to jedno z moich ulubionych. Na razie fanką nie jestem, ale nie wykluczam, że nią zostanę. Sam pomysł uważam za dobry, wykonanie niestety słabe.

Wiem, że dzisiaj rozpisałam się i być może ciężko przeczytać cały tekst, ale chciałam Wam przekazać wszystkie istotne informacje bez żadnych niedomówień. Jeśli jesteście ciekawi jakichś szczegółów przed założeniem konta to bardzo chętnie udzielę Wam informacji w komentarzach lub przez moją stronę na Facebooku. Teraz zapraszam Was do wyrażania Waszej opinii o tym portalu w komentarzach.

Jeśli chcecie założyć konto na czytampierwszy.pl, będzie mi bardzo miło, jeśli zrobicie to klikając w baner poniżej :)

Piątkowe aktualności, czyli między innymi jak zarobić tysiące na Harrym Potterze

W każdy piątek będę starała się przybliżyć Wam kilka aktualności ze świata literatury. Mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie i że chociaż ktoś będzie regularnie zaglądał, aby być na bieżąco z nowościami. Zapraszam!

Lepiej sprawdź, co Twój "Harry Potter i kamień filozoficzny" ma na 53. stronie!
Na stronie 53. tej książki odnajdziecie listę rzeczy, które powinien mieć uczeń pierwszego roku na Hogwarcie. W pierwszych 500 egzemplarzach pojawia się tam błąd, różdżka pojawia się podwójnie na początku i na końcu listy. Pewnie zastanawiacie się co z tego? Te wydania to białe kruki i radzę Wam sprawdzić czy nie macie jednego z nich, ponieważ bylibyście właścicielami książki wartej 90 tysięcy złotych!


Brittainy C. Cherry pojawi się na Targach Książki w Krakowie!
W tym tygodniu mogliśmy dowiedzieć się również, że autorka świetnych romansów przyjedzie na spotkanie do Polski! Brittainy C. Cherry to autorka m.in. "Kochając Pana Danielsa" i "Art&Soul", jeśli jeszcze jakimś cudem nie czytaliście nic tej autorki to koniecznie musicie zapoznać się z jej twórczością bo jest ge-nial-na! Sama strasznie żałuję, że nie będę mogła tam być, ale mam nadzieję, że przywita ją bardzo duże grono fanów.


Już teraz możecie przeczytać przedpremierowy fragment "Labiryntu duchów" Zafóna!
Wielkimi krokami zbliża się jedna z najciekawszych premier tego roku. Carlos Ruiz Zafón ma miliony fanów na całym świecie i jestem pewna, że "Labirynt duchów" nie przejdzie bez echa przez świat literatury. Jeśli tak jak ja należycie do osób niecierpliwych, to już teraz, klikając w źródło, możecie przeczytać fragment najnowszej powieści tego autora. 


Miejsce dla czytelników na dworcu MDA w Krakowie!
Na krakowskim dworcu pojawiła się specjalna przestrzeń dla fanów literatury. Czekając na autobus, można tam w spokoju oddać się dobrej książce i usiąść w przytulnym fotelu. Sądzę, że jest to genialna inicjatywa i żałuję, że nie ma tego w każdym miejscu. Chociaż nie szukajmy wymówek, czytać możemy wszędzie!



Legimi na Kindel'u!
Bardzo często mówi się o popularności e-booków. Jednak nie są one tak popularne jak nam się wydaje. W Polsce stanowią one jedynie 5% rynku książki. Jest jednak platforma, która jest Netfliksem wśród e-booków, Legimi. Niestety portal dużo tracił na tym, że nie można było z niego korzystać za pomocą Kindel'a. Jednak już niedługo się to zmieni! Czekamy z niecierpliwością.


Na dzisiaj to już wszystkie aktualności. Mam nadzieję, że chociaż jeden z newsów Was zainteresował, jeśli chcecie dowiedzieć się wiecej, to koniecznie klikajcie w źródła. Zapraszam na felieton w niedzielę, recenzję w środę i kolejne aktualności za tydzień, więc jeśli chcecie być na bieżąco to obserwujcie bloga i Facebooka.

PRZEDPREMIEROWO: "Rdza" - Jakub Małecki [Recenzja #42]

Dzisiaj mam dla Was recenzję przedpremierową. Dawno nie miałam okazji pisać dla Was o czymś przed wydaniem, ale dzisiaj za sprawą wersji elektronicznej miałam tę możliwość.

Dlaczego warto oglądać Grę o Booktube 2?

Rok temu na moim blogu mogliście czytać serię postów Perełki Booktuba. Dzisiaj być może wracam trochę do tej serii, ale opowiem Wam tylko o jednym kanale, a raczej programie. Zapraszam.

Czym jest GOB 2?

Gra o Booktube jest to program internetowy publikowany na kanale Mai K., w którym konkurują ze sobą recenzenci książkowi. Prowadzący sprawdzają ich wiedzę o książkach, autorach i bohaterach, aby pod koniec wyłonić zwycięzcę całego programu. Rok temu pojawił się już sezon pierwszy tego programu i jeśli jeszcze go nie oglądaliście to koniecznie musicie nadrobić zaległości.

Kto bierze udział w tym sezonie programu?

W tym roku Maja postanowiła zmienić troszkę strukturę programu i oprócz booktuberów zaangażowała również blogera, instagramowicza, a nawet widza. Również liczba prowadzących powiększyła się do 5 osób. W tym sezonie zobaczycie m.in. Cat Vloguje, Kulturalną Szafę, czy Pawła z P42. Uczestników oczywiście jest o wiele więcej, ale nie chcę zdradzać Wam wszystkiego, żebyście sami mogli sobie to sprawdzić, oglądając pierwszy odcinek.

Ale dlaczego tak naprawdę warto oglądać ten program?

1. Takiego programu nie doświadczycie w telewizji
Oglądając telewizję nie da się trafić na program mówiący o literaturze. Jednak w internecie możecie obejrzeć już teraz program robiony na poziomie programów telewizyjnych. Oglądając GOB nie da się nie docenić ogromu pracy włożonego w realizację. Godziny spędzone na nagraniach i godziny montażu przynoszą naprawdę bardzo dobry efekt.
2. Nieważne czy jesteście fanami blogów, youtuba, czy instagrama
Teraz każdy będzie mógł wybrać swojego ulubionego uczestnika. Jestem pewna, że na długiej liście uczestników na pewno znajdziecie kogoś, komu kibicować będziecie przez kolejne tygodnie. Bardzo duża różnorodność uczestników była najlepszą zmianą w GOB.
3. Program może towarzyszyć Wam regularnie przez 3 miesiące
W każdą sobotę o 10:00 możecie oglądać nowe odcinki. Losy uczestników możecie śledzić regularnie przez 3 miesiące, co zapewnia naprawdę dobrą rozrywkę w każdym tygodniu.
4. Co tydzień pojawiają się również materiały dodatkowe
Jeżeli po obejrzeniu odcinka czujecie niedosyt, możecie oglądać materiały dodatkowe tworzone przez uczestników i prowadzących. Co sobotę jeden z nich publikuje na swoim kanale mały bonus dla fanów programu.
5. Oglądając każdy kolejny odcinek, możecie wygrywać książki
W realizacji Gry o Booktube, pomaga wydawnictwo Czwarta Strona. Dzięki temu wydawnictwu pod koniec każdego odcinka macie możliwość wygrania książki. W konkursach możecie wziąć udział po prostu wstawiając komentarz pod filmem.

Grę o Booktube możecie oglądać klikając w ten link:

Jeżeli oglądaliście już GOB 2, napiszcie mi w komentarzach, jak Wasze wrażenia po pierwszym odcinku. Chętnie poczytam też komu Wy kibicujecie. Zapraszam Was również do obserwowania mojego bloga i mojej strony na Facebooku, jeśli chceci być na bieżąco.


Jak napisać dobrą, ale przewidywalną powieść, czyli "Za zamkniętymi drzwiami" - B.A. Paris [Recenzja #41]

Wszyscy znamy takie pary jak Jack i Grace: on jest przystojny i bogaty, ona czarująca i elegancka. Chciałoby się poznać Grace nieco lepiej, ale to niełatwe, bo Jack i Grace są nierozłączni. Dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotując tak wymyślne potrawy, w ogóle nie tyje? I dlaczego w oknach sypialni są kraty? Doskonałe małżeństwo czy perfekcyjne kłamstwo?

"Nic nie pozbawia nas sił równie skutecznie jak strach."

Zdecydowałam, że przeczytam tę powieść, ponieważ wiedziałam, że jest ona jedną z najlepiej sprzedających się książek, a mimo to budzi bardzo mieszane emocje wśród kolejnych czytelników. Z thrillerem, w którym opowiadana jest historia małżeństwa miałam do czynienia tylko raz, czytając "Zaginioną dziewczynę", która zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

"Rozglądam się za wszystkimi, którzy śmieją się i żartują, starając się zrozumieć, że moje życie stało się życiem, którego nikt nie może nawet zacząć sobie wyobrazić"

Powieść jest dość schematyczna, ponieważ już rozpoczynając książkę, wiedziałam, co jest tajemnicą tego małżeństwa. Autorka również nie daje nam możliwości dłuższego gdybania, ponieważ w pewnym momencie całą intrygę otrzymujemy wyjaśnioną słowo po słowie na tacy.

Na początku irytowała mnie narracja głównej bohaterki, czytanie pierwszych kilkudziesięciu stron było bardzo męczące. Grace analizuje całą kolację, która rozpoczyna powieść, do tego stopnia, że nie mogłam jej znieść. Na szczęście, całość nie jest tak nużąca, jak początek. Z czasem autorka porwała mnie w swoją historię i wciągnęła w mroczny świat bohaterki.

"Udawanie złamania byłoby znacznie trudniejsze, po prostu dlatego, że było w mojej naturze, aby walczyć" 

W powieść wpleciona jest również siostra Grace, Millie. Chora na zespół Downa dziewczyna zamieszane jest w cały koszmar i zdecydowanie stanowi najmocniejszą część powieści. Portrety psychologiczne pozostałych bohaterów niestety nie są do końca poglębione

Mimo pewnych wad powieść wciągneła mnie i czytało mi się ją bardzo przyjemnie. Całość zrobiła na mnie dobre wrażenie i zachęciła mnie do czytania kolejnych książek z tego gatunku. Wydaje mi się, że dla wielbicieli thrillerów może być ona jednak dość przewidywalna. "Za zamniętymi drzwiami" to dobra pozycja, z którą zacząć możecie przygodę z thrillerami, ale mam wątpliwości czy spodoba Wam się ona, jeśli jesteście koneserami tego typu historii.

Ocena:7/10

Napiszcie mi w komentarzach czy czytaliście tę powieść, albo czy zamierzacie. W piątek zapraszam Was na newsy ze świata książek, więc obserwujcie bloga i Facebooka, żeby być na bieżąco!

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 304
Tłumaczenie: Janusz Ochab


Szkoła zniechęciła mnie do poezji

Od poniedziałku rozpoczyna się rok szkolny, więc o nauczaniu postanowiłam dla Was napisać. O poezji jeszcze dla Was nie pisałam, być może dzisiaj dowiecie się dlaczego. Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną Waszymi doświadczeniami w komentarzach.

Dlaczego lekcje języka polskiego zniechęciły mnie do poezji?

Pamiętam, że kiedy mieliśmy na lekcji mówić o wierszu, wszyscy byliśmy z góry znudzeni. Część osób, co prawda, zawsze siedziała znudzona na języku polskim, ale nie będę dziś o tej grupie pisała. Szkoła jednak naprawdę zniechęciła mnie do poezji. Zawsze, kiedy przechodziliśmy do interpretacji wiersza, w mojej głowie pojawiały się tysiące pomysłów, wiele przemyśleń na temat wiersza, ale wiecie co? W szkole nie miało to znaczenia, ponieważ moja interpretacja nigdy nie pokrywała się z tą narzuconą przez szkolne podręczniki.

Problem programu, nie złego nauczyciela

Choć w moim dzisiejszym wpisie narzekam na lekcje języka polskiego, to nie mogę narzekać na nauczycieli, którzy mnie uczyli. Sami wielokrotnie kpili z narzuconego im programu, ale nie mogli pominąć jego kolejnych punktów, więc musieli ograniczać swoje zajęcia do jego realizacji. Zdaję sobie sprawę, że musimy mieć podstawową wiedzę, że wiersze pomagają scharakteryzować epoki i autorów, ale powinna znaleźć się odrobina czasu na większą dowolność.

"Niektórzy lubią poezję"

Na szczęście dzisiaj mogę Wam powiedzieć, że moja niechęć do poezji nie trwała wiecznie. Jakiś czas temu mój chłopak wprowadził mnie w świat poezji i dowolnej interpretacji. Choć nadal liryka nie jest mi bliska, to jednak zwalczam swoje uprzedzenia, czytając i zakochując się w kolejnych wierszach. Mam nadzieję, że w końcu zupełnie przekonam się do tego rodzaju literackiego i na równi z powieściami będę stawiała kolejne tomiki wierszy.

Czekam na Wasze opinie w komentarzach, a w środę zapraszam Was na recenzję. Zachęcam również do obserwowania bloga i strony na facebooku, jeśli chcecie być na bieżąco.


Wrześniowe zapowiedzi wydawnicze

Jest piątek, więc dzisiaj startujemy z nową serią wpisów na blogu. Od dzisiaj w każdy piątek będziecie mogli czytać o aktualnościach ze świata literatury i kultury. Jestem pewna, że każdy znajdzie na blogu coś dla siebie. Pamiętajcie, że w każdą środę recenzje, w piątki aktualności, a w niedziele moje przemyślenia.

Zebrałam dla Was po jednej propozycji od najpopularniejszych wydawnictw. Starałam się wybrać największe bestsellery, więc mam nadzieję, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.


"Rdza" - Jakub Małecki
Wydawnictwo: SQN
Data premiery: 27 września
"Lato 2002 roku. Czekając na powrót rodziców z wielkiego miasta, siedmioletni Szymon układa monety na torach. Nie wie, że jego życie już nigdy nie będzie takie, jak dotychczas. Kilka dekad wcześniej jego babka, Tośka, wyrusza w podróż, którą zapamięta na zawsze. Wyrwana z bezpiecznego domu dziewczynka trafia do obcego świata, którego zasad musi się nauczyć. Jako dorosła kobieta stanie przed konsekwencją swoich dawnych wyborów. Losy tych dwojga splatają się w sposób, którego żadne z nich się nie spodziewa. Zmuszeni żyć ze sobą, pomimo różnic, Szymon i Tośka próbują zrozumieć się nawzajem i uwierzyć, że wszystko będzie dobrze."

Jakuba Małeckiego kojarzą chyba wszyscy książkoholicy. Po głośnym "Dygocie" pojawiły się fenomenalne "Ślady", a teraz czas na "Rdzę", mam nadzieję, że równie dobrą. Muszę przyznać, że jest to jedna z najciekawszych propozycji wrześniowych. Mam nadzieję, że szybko trafi na moją półkę i zachwyci mnie tak jak jego poprzednia książka.

"Drogie życie" - Meghan Quinn
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 13 września
"Cztery odważne dusze, które potrzebują wsparcia, stając w obliczu wielkich wyzwań. Program Drogie Życie został stworzony, aby pomóc ludziom takim jak oni wyjść ze strefy komfortu, stawić czoła największym przeszkodom, pokonać demony i... dowieść samym sobie, że są czegoś warci.
Stojąc na rozdrożu pomiędzy ciągłym pragnieniem zdobycia czegoś więcej, a całkowitym zagubieniem, zdecydowali się wziąć udział w tym projekcie. Uczestnictwo w nim zamierzają potraktować jak kolejne postanowienie noworoczne, tym większe jest ich zdziwienie, kiedy dają się porwać szalonej przygodzie, która już na zawsze zmieni ich życie."

Jeśli mam być szczera to o tej autorce oraz książce nie słyszałam nigdy. Jednak przeglądając propozycja od wydawnictwa Filia, to właśnie ta książka zaciekawiła mnie szczególnie. Bardzo intryguje mnie opis książki, a całość zapowiada się naprawdę dobrze.

"Jasna godzina. Dziennik życia i umierania" - Nina Riggs
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 28 września
"Błyskotliwa, rozbrajająco zabawna i głęboko poruszająca Jasna godzina uczy, jak kochać każdego dnia, nawet kiedy coś idzie nie tak. To książka o spojrzeniu śmierci prosto w twarz, a także niezwykle udana próba pogodzenia się z losem. Swoisty balsam dla duszy i forma modlitwy. Nina pisze bez zbędnego patosu, dzieląc się z czytelnikami swoją codziennością. Uczy, jak doceniać proste przyjemności i nie tracić pogody ducha."

Książka porównywana z fenomenalną pozycją "Jeszcze jeden oddech" to coś, co koniecznie muszę przeczytać. Po samym opisie czuję, że złamie ona moje serce i poszarpie je na strzępy.

"Wszechświat w twojej dłoni" - Christophe Galfard
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 4 września
"Gdy wieczorami patrzysz w niebo, widzisz tylko tajemniczą i niepokojącą przestrzeń.
Granatowa otchłań przetykana mrugającymi gwiazdami stanowi zagadkę, nad którą pewnie się zastanawiasz. Jednak naukowy język, którym zwykle opisuje się Wszechświat, sprawia, że zamiast zgłębiać teorię Wielkiego Wybuchu, czujesz, że zaraz wybuchnie ci głowa. Właśnie dlatego musisz przeczytać tę książkę. Christophe Galfard, uczeń samego Stephena Hawkinga, zabierze cię na niezwykłą wyprawę 10 milionów lat świetlnych od Ziemi, pokaże powierzchnię gasnącej gwiazdy lub zmniejszy cię do rozmiarów atomu. Dzięki sile wyobraźni, bez trudnych definicji i skomplikowanych obliczeń odkryjesz prawdziwe piękno Wszechświata."

Rzadko czytam książki, których celem jest bezpośrednie przekazanie wiedzy nie kryjące się za historią. Być może źle to o mnie świadczy. Jednak w przypadku tej książki mam mieszane uczucia. Zastanawiam się, czy autor naprawdę opisuje wszechświat w sposób przystępny dla każdego. Sama mam znikome pojęcie o kosmosie, temat jest intrygujący, ale dla mnie nadal nieprzystępny, być może ta książka to zmieni.

"Wykłady profesora Niczego" - Mieciu Mietczyński
Wydawnictwo: Flow Books
Data wydania: 18 września
"Wyrusz z Profesorem Niczego w szaloną podróż przez epoki literackie i przekonaj się, że mogą być znacznie ciekawsze, niż ci się wydaje! Od średniowiecza do współczesności, przez aż dziesięć epok – skonasz ze śmiechu.

W tej całkowicie (bez)użytecznej i kompletnie śmiesznej książce profesor Niczego:
• odsłonił kulisy legendarnego beefu Mickiewicza i Słowackiego
• pokazał, że Schopenhauer i Kurt Cobain mają wiele wspólnego
• zebrał cytaty ze starożytnych filozofów, napisał wiersz, omówił jedną z najbardziej olewanych lektur szkolnych…"

Książki wydawane przez youtuberów zawsze traktuję z przymróżeniem oka. W tym roku sama przygotowywałam się do matury i muszę przyznać, że streszczenia Mietczyńskiego wielokrotnie towarzyszyły mi w kwietniu i maju. Jednak, czy każdy teraz powinien wydawać książkę? Mam nadzieję, że książka nie jest tak bezużyteczna i naprawdę będzie mogła pomóc maturzystom tak jak jego filmy. 


"Ludzie na drzewach" - Hanya Yanagihara
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 13 września
"Amerykański lekarz na wyprawie w niezbadane rejony Pacyfiku dokonuje odkrycia, które odmieni jego życie i cały świat nauki. Niepokojąca, trzymająca w napięciu i tragiczna w wymowie opowieść o zderzeniu odmiennych kultur, stawiająca pytania o granicę między dobrem i złem, altruizmem i egoizmem. Przejmujący debiut Yanagihary jest też próbą rozstrzygnięcia odwiecznego dylematu: czy wielkie umysły mają prawo do życia poza moralnymi normami?"

Hanya Yanagihara podbiła już serca czytelników "Małym życiem". Ja sama posiadam tę książkę, ale z pewnych względów czytam ją naprawdę powoli i robię sobie przerwy. Mam jednak sporą nadzieję, że "Ludzie na drzewach" również staną się bestsellerem na skalę "Małego życia."

"We dwoje" - Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 27 września
"32-letni Russell Green ma wszystko: wspaniałą żonę, uroczą 6-letnią córkę, prestiżową posadę dyrektora reklamy w dużej firmie oraz wygodny dom w Charlotte. Jego życie przypomina piękny sen, a szczęście skupia się wokół jego miłości, Miriam. Ale na lśniącej powierzchni idealnej bańki mydlanej zaczynają pojawiać się rysy… Ku rozpaczy i zaskoczeniu Russa, jego życie niespodziewanie wywraca się do góry nogami. W ciągu kilku miesięcy traci żonę i pracę. Musi zająć się córką i zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Przyjdzie mu zmierzyć się z nieznanym, pokonać własne słabości, sięgnąć po umiejętności, z których nigdy nie korzystał. Czeka go wielki emocjonalny test, ale też… niespodziewana nagroda."

Obok Nicholasa Sparksa nigdy nie będę mogła przejść obojętnie. Każda jego książka jest gotowym scenriuszem cudownego filmu. Zawsze, kiedy czytam jego powieści nie mogę sie powsztrzymać, aby nie uronić łzy. Mam nadzieję, żę poraz kolejny po przeczytaniu jego książki będę oczarowana całą historią.

Która propozycja Was najbardziej zaciekawiła? Dajcie znać w komentarzach. W niedzielę zapraszam na moje przemyślenia.

"Pani Einstein" - Marie Benedict [Recenzja #40]

Mileva ma dwadzieścia jeden lat i jako jedna z pierwszych kobiet rozpoczyna studia fizyczne na uniwersytecie w Zurychu. Jest nieprzeciętnie inteligenta, ambitna i zamierza wiele osiągnąć. Studiujący z nią Albert zakochuje się w jej niezwykłym umyśle i niedoskonałym ciele. W ich małżeństwie jest miejsce nie tylko na miłość, ale też na wspólną pasję. Kilkanaście lat później świat zachwyca się odkryciami Einsteina. Nikt nie pyta jak ich dokonał, nikt nie wspomina o Milevie. Kim była i dlaczego nic o niej nie wiemy?


"Jej cisza nie była słabością; To była żarliwa czujność, która w razie potrzeby zastąpi ryk."

Rozpoczynając książkę, nie spodziewałam się, że będzie ona napisana jak zwykła obyczajówka. Autorka łączy cechy biografii Milevy z fikcją literacką i tworzy wciągającą opowieść o miłości, i pasji. Jest to książka, którą bardzo chętnie przeczytałabym nawet, gdyby nie była ona o małżeństwie Einsteinów.

Kiedy czytałam powieść, niesamowicie przeżywałam losy bohaterki. Każda kobieta bez wątpienia odnajdzie kawałek siebie w postaci Milevy. Kompleksy, problemy w związku i trudy w dążeniu do celu to cechy, które przeobrażają bohaterkę książki w prawdziwego człowieka. W książce nie spotkamy się z idealizacją bohaterów, ani świata. Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, Marie Benedict opowiedziała historię, która pozostaje aktualna do dnia dzisiejszego.

"Chociaż pierwszy krok jest najtrudniejszy, drugi nie jest znacznie łatwiejszy."

Marie Benedict przenosi nas w nieznany świat naukowców XIXw.. Eleganckie wypowiedzi, oficjalne zwroty, czas, w którym skandalem było nieślubne dziecko, czy rozwód. Czas, mimo swojego czaru, nadzwyczajnie trudny, szczególnie dla kobiety. Mileva wielokrotnie musi walczyć z dominacją płci przeciwnej i udowadniać swoją inteligencję. Autorka ukazuje nam dwie strony znanego naukowca. Z jednej strony, czuły, zakochany Albert, a z drugiej człowiek całkowicie zatopiony w nauce. Geniusz, który nie ma pojęcia o ludzkim sercu i uczuciach.Marie Benedict przedstawia go w sposób skandaliczny, ukazuje Einsteina, którego jeszcze nie znaliście.

Długo zastanawiałam się, ile prawdy jest w historii Marie Benedict. Czy autorka przedstawiła prawdziwą historię? Czy książkę można traktować jako źródło wiedzy? Niekoniecznie, sama po lekturze skonfrontowałam treść książki z biograficznymi notkami Einsteinów. Wersja, którą opisała autorka, jest prawdopodobna, ale nie mamy pewności, jaki tak naprawdę wkład w teorię miała Mileva. Jest jednak wiele źródeł, które potwierdzają ten obraz małżeństwa Einsteina.


"Ci przyjaciele nie zabrali mojej determinacji, jak się obawiałam. Sprawili, że byłam silniejsza."

"Pani Einstein" to książka, która zostanie ze mną na długo. Bardzo zasłużenie trafia na listę moich ulubionych i z pewnością polecę ją każdemu. Mam nadzieję, że i Wy sięgniecie po nią jak najszybciej.

Ocena:10/10

Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 320
Tłumaczenie: Natalia Mętrak-Ruda

Mam dla Was też istotną wiadomość. Od tego tygodnia najprawdopodobniej posty na moim blogu będą pojawiały się aż trzy razy w tygodniu:
Środa - recenzje,
Piątek - aktualności ze świata literatury,
Niedziela - teksty, "artykuły", które już teraz, co niedzielę, przyjmujecie bardzo entuzjastycznie, za co dziękuję!

Nie kupuj książek w supermarketach!

Ceny książek w supermarketach są dla czytelników prawdziwą okazją. Jednak czy kupowanie powieści w Biedronce, czy Lidlu to brak szacunku dla autora? Co na to wszystko wydawcy książek? Czy książki powinny znajdować się między produktami spożywczymi na półkach?

Supermarkety dobijają księgarzy i wydawców

Już od dłuższego czasu spotykam się z mieszanymi opiniami na ten temat. Jakiś czas temu Włodzimierz Albin, prezes Polskiej Izby Książki, powiedział, że hipotetycznie powinniśmy cieszyć się z ogólnodostępności książek, ale tak naprawdę jest to tylko magnes, który ma nas przyciągać do kupowania głównych produktów w sklepach. Według niego efektem niskich cen i obniżek jest upadanie księgarzy, którzy w żaden sposób nie są w stanie dorównać cenowo marketom.

Czy supermarkety uderzają w godność autora?

Wyobrażam sobie tę sytuację: miesiącami tworzyłam powieść, wchodzę do supermarketu i znajduję ją tam między papierem toaletowym, a batonikami na promocji. Leży w stercie innych książek, które tak samo jak moje są tutaj do kupienia za bardzo małe pieniądze. 

Czy to uderza w godność autora? Zdecydowanie zależy to od jednostki. Z jednej strony miła jest myśl o dostępności jego książki, a ważne jest, że książki się sprzedają i ktoś jednak chce je czytać. Z drugiej strony czy jest to odpowiednie miejsce na sprzedaż jego powieści? Czy po to się starał, aby później swój tekst znaleźć w stercie przypadkowych rzeczy? 

Jakie jest moje zdanie?

Kiedy zaczynałam pisać ten "artykuł", sądziłam, że w kupowaniu książek w markecie nie ma nic złego. Jednak w czasie zbierania kolejnych informacji, zagłębiania się w temat, zwątpiłam w swoje stanowisko w tej sprawie. Z jednej strony jest to promocja książek, ale z drugiej strony niszczy to księgarzy. Życie w dzisiejszym świecie to walka o konsumenta i niestety, nadal będę obserwować promocje w marketach, ponieważ to właśnie tam oferują mi niższe ceny za ten sam produkt.

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Czy kupujecie, co sądzicie o autorach, wydawcach i konsumentach? Z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze.

Zapraszam również do obserwowania strony na Facebooku, jeśli chcecie być na bieżąco z moimi wypocinami ;).



"Zranieni" - H.M. Ward

Sidney i Peter poznają się w nietypowej sytuacji. Dziewczyna myli mężczyznę z kimś innym i siada obok niego w restauracji. Natychmiast tworzy się między nimi niezaprzeczalna chemia. Wszystko jednak utrudnia fakt, że Peter zostaje wykładowcą, a Sidney jego studentką. Ich zakazana fascynacja naznaczona jest również przez demony przeszłości.

Na pierwszych kilkudziesięciu stronach powieści odczułam wielkie rozczarowanie. Główna bohaterka wprost rozpływa się nad przystojnym Peterem i zupełnie traci rozum. Każde kolejne słowa wyrażają jej zachwyt nad nim. Miałam wrażenie, że czytam jakiś akt uwielbienia i to okropnie słaby. Dialogi średnie, dyskusje bohaterów raczej na niezbyt wysokim poziomie, a opisy skupiają się wyłącznie na cudownym Peterze. Na początku zastanawiałam się, czy nie mam do czynienia z erotykiem, ale nie bójcie się, to był wyłącznie mój błąd.

"Mawiał, że życie jest podróżą. Że nikt nie wie wszystkiego - i najlepsze w tym jest to, że wcale nie musi. Twierdził, że nie trzeba być wszechwiedzącym, żeby wiedzieć, jak żyć."

Niektóre sceny budziły mój śmiech. Nie znaczy to, że były zabawne, ale wręcz absurdalne. Rozmowa o chusteczce higienicznej była dla mnie tą, która wywołała u mnie napad śmiechu, a dyskusja o poezji również wywarła u mnie mieszane emocje. Ku mojemu zdziwieniu, między tymi zdaniami, można było odnaleźć sporo ciekawych myśli.

Mimo tego jak bardzo irytowała mnie powieść na początku, z czasem zaczęła mnie strasznie wciągać. Być może to ja przestałam oczekiwać ambitniejszej treści i po prostu pozwoliłam sobie zatracić się w całej historii. Czego nowego możecie oczekiwać od tej lektury? Absolutnie niczego, ale jeśli należycie do fanów New Adult to na pewno spodoba Wam się cały schemat powieści. 

"Czasami nie ma odpowiednich słów. Nie ma nic, co można by zrobić, żeby było lepiej."

Jeśli już mowa o schematach to ta powieść powiela ich wiele. Zakazana miłość, drastyczna przeszłość i fascynacja pełna pożądania, to chyba tematy, o których czytamy w każdej powieści tego gatunku. Zatem, jeśli tak jak ja od czasu do czasu pozwolicie sobie na kolejną banalną i schematyczną historię to czytajcie śmiało. Zapewniam Wam, że zapewni Wam całkiem niezłą rozrywkę na nudne wieczory. 

"Niestety w prawdziwym życiu nie ma opcji "cofnij". Nie możesz po prostu wymazać wszystkiego i zacząć od nowa."

Książkę na pewno poleciłabym wielbicielom "Przyrodniego brata". Jeśli zaczytywaliście się w tej powieści, to ta również powinna przypaść Wam do gustu. Czy sięgnę po kolejne części? Tego jeszcze nie wykluczam, serii również nie skreślam, ponieważ mimo wszystko czytało mi się ją bardzo lekko. Być może również Wy lubicie czasem poczytać te proste historie to zdecydowanie jest to coś dla Was.

Ocena: 5/10

Dajcie mi znać, czy sięgniecie po powieść. Chętnie poczytam też o podobnych książkach, z którymi się spotkaliście. Pamiętajcie, że teraz czytać moje teksty możecie w każdą środę i niedzielę, a jeśli nie chcecie o nich zapomnieć, zachęcam Was do polubienia mojej strony na Facebooku :)

Za możliwość przeczytania "Zranionych" dziękuję wydawnictwu Editio.

Liczba stron: 203
Wydawnictwo: Editio
Seria wydawnicza: Editiored
Tłumaczenie: Anna Hikiert






Blogerzy się sprzedają

Czy my, blogerzy, sprzedajemy się za książki warte 30-40zł? Czy tyle warta jest nasza wiarygodność? Czy musimy recenzować pozytywnie? Dzisiaj kolejny raz temat godny dyskusji, więc zapraszam do komentowania.

Wypowiadam się o książkach dobrze, ponieważ otrzymuję je od wydawnictw.

Kiedy opowiadam o swoim blogu znajomym, często pada pytanie: Czy jeśli dostajesz książkę za darmo to musisz ją recenzować pozytywnie?. Ilekroć pada to pytanie, opadają mi ręce. Bardzo często spotykam się z poglądem, że wypowiadam się o książkach dobrze, ponieważ otrzymuję je od wydawnictw. 

Często również krytykują osoby czytające recenzje. Jeśli im nie spodoba się dana książka, a my napisaliśmy o niej dobrze, to znaczy, że nie wypowiedzieliśmy się szczerze o danej pozycji.

Jak jest naprawdę?

Kiedy nawiązuję współpracę z wydawnictwem, nie mam obowiązku recenzować dobrze. Jeśli będziemy chcieli, możemy zrównać z ziemią wysłaną nam powieść. Za swoje recenzje nie dostaję pieniędzy, otrzymuję wyłącznie egzemplarze, które dają mi możliwość pisania o nowościach, a czasem nawet mogę to zrobić dla Was przed premierą. Nie zdarza mi się okłamywać moich czytelników, wyrażam swoją opinię szczerze, ponieważ się pod nią podpisuję. 

Niestety są wyjątki...

Niestety, nie mogę wypowiedzieć się w imieniu wszystkich. Zdarza mi się spotykać z blogami, na których znajdziecie same pozytywne opinie, na których nie spotkacie się z krytyką. Dlaczego? Niektórzy blogerzy starają się podlizać wydawnictwom, aby otrzymywać kolejne powieści. Strasznie mi przykro, kiedy widzę, jak takie osoby nadszarpują wiarygodność całego środowiska recenzentów. 

Zatem, za każdym razem taka opinia jest dla mnie bardzo krzywdząca. Staramy się budzić zaufanie czytelników. Zawsze, kiedy książkę otrzymuję za darmo informuję Was o tym krótkimi podziękowaniami pod recenzją. 

Dzisiejszy wpis inspirowany jest filmem nagranym przez Cat Vloguje, na który serdecznie Was zapraszam. (https://www.youtube.com/watch?v=r-CCuZZgmh0)

Mam nadzieję, że kolejny raz w komentarzach napiszecie swoją opinię na poruszony przeze mnie temat. Zapraszam również do obserwowania bloga i Facebooka, ponieważ od niedawna wpisy pojawiają się regularnie w środy i niedziele.





"O wiele więcej" - Kim Holden

Kim Holden sławę w Polsce zyskała razem z wydaniem powieści "Promyczek". Niestety nie miałam okazji jeszcze po nią sięgnąć, ale dzisiaj przychodzę do Was z inną pozycją napisaną przez tę autorkę. Inna książka, skierowana do innych odbiorców, inna dojrzałość, czy pomimo wszystkich różnic w książce nadal odnajdziemy tą samą lekkość?

Seamus to mężczyzna idealny, cudowny ojciec, kochający mężczyzna. Jednak jego żona, to zupełne przeciwieństwo. Miranda bezwzględnie dąży do sukcesu zawodowego i jest ucieleśnieniem złej małżonki i matki. Jest jeszcze Faith, dziewczyna, którą gonią demony przeszłości, ale ona odgania je swoim ciepłem, radością i kolorowym strojem. Jak potoczą się losy tej trójki? Jak zmieni się ich definicja miłości?

"Miłość to dziwna sprawa. Pojawia się znikąd. Nie ma w niej logiki. Nie da się jej zmierzyć. To mieszanka uczuć i pasji, połączenie niebezpieczne, podsycająca miłość... ale również nienawiść."

Od pewnego czasu miałam kłopot ze znalezieniem powieści, która na nowo odblokuje moją miłość do czytania, którą uda mi się przeczytać w zaledwie kilka dni i zostanę pochłonięta przez kolejną historię. "O wiele więcej" to właśnie ta książka, która ponownie zbudziła moją miłość do czytania, to właśnie ta książka, którą przeczytacie w zabójczym tempie, ale w głowie pozostanie Wam zdecydowanie na dłużej.

"O wiele więcej" to prawdziwa celebracja rodzicielstwa. Czytając tę powieść, stajemy się członkiem rodziny nadzwyczajnie ciepłej i zgranej. Na kolejnych stronach jesteśmy świadkami ich codziennego życia i odbiorcami tej cudownej atmosfery. Nie można nie rozkoszować się miłością wszechobecną w domu tej rodziny.

"Tak właśnie powinni postępować rodzice. Powinni instynktownie napełniać serca swoich dzieci miłością. Obdarzyć je zrozumieniem, współczuciem. Dawać im wiedzę, by w dorosłym życiu nikt nie przyćmił ich płomienia. By płonęły najjaśniej i nikt nie mógł ich zgasić..."

Historia nie zwalnia ani na chwilę, autorka nie pozwala nam na nudę i wrzuca nas w wir wydarzeń, które wystawiają bohaterów na kolejne próby. Nadszedł czas, kiedy książkę skierowaną dla dorosłych można napisać z lekkością znaną dotychczas głównie z powieści młodzieżowych. Dodatkowo lekturę możecie umilić sobie playlistą, którą autorka zamieściła na ostatnich stronach książki.

Cała historia zwaliła mnie z nóg, dosłownie targała moimi emocjami i kazała przeżywać wszystko razem z bohaterami. Kim Holden jest kolejną autorką, która zapewniła mi emocjonalny rollercoaster. Jestem pewna, że "O wiele więcej" to powieść uniwersalna. Chętnie przeczytałam ją ja, ale chętnie przeczyta ją na pewno również moja mama.

"Ponieważ miłość jest sztuką. Subiektywną.
Nieuchwytną.
Nieustannie zmienną.
Wciąż dojrzewającą."

Powieść stawia pytania ważne. Rozważa nad miłością, rodzicielstwem, karierą, chorobą, przeszłością i przyszłością. "O wiele więcej", to o wiele więcej niż banalny romans, to o wiele więcej niż zwykła młodzieżówka, to o wiele więcej niż moglibyście się spodziewać.

Już tradycyjnie przypominam, że od niedawna wpisy na moim blogu możecie czytać w każdą środę i niedzielę, zachęcam do obserwowania bloga i Facebooka, a w komentarzach napiszcie mi: Czy czytaliście już jakąś powieść Kim Holden?

Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 410
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek



Nie masz prawa recenzować!

Mam dziewiętnaście lat. Mam bloga, na którym recenzuję książki. Sama nie piszę, a oceniam jak piszą inni. W takim razie czy powinnam nazywać swoje teksty recenzjami? Czy jestem odpowiednią osobą, aby książki oceniać?

Nie masz prawa recenzować!

Wielokrotnie recenzje publikowane przez blogerów spotykają się z krytyką. Kim jesteśmy, aby nazywać nasze teksty recenzjami? Czy przeczytanie niewielkiej liczby książek czyni nas ekspertami w tej dziedzinie? Czasem nie znamy klasyki literatury, czasem gubimy się w normach ortograficznych i gramatycznych, a czasem czytujemy książki mniej, lub bardziej ambitne. Nie znamy się na zabiegach literackich, ale czy to znaczy, że recenzować nie powinniśmy? Czy powinniśmy ocenianie zostawić ekspertom?

Nie boję się nazwać swoich tekstów mianem recenzji!

Sądzę, że mimo wszystko to właśnie opinie takich ludzi jak my trafiają do czytelników najbardziej. Zastanówmy się, czy szybciej sięgnelibyśmy przez książkę poleconą przez prestiżowe pismo, czy może po tę, którą poleci nam przyjaciel. Ja zdecydowanie wybrałabym drugą opcję. Młodzi recenzenci są niczym przyjaciele. Dlaczego?

Jesteśmy jak przyjaciele, ponieważ znamy oczekiwania naszych grup wiekowych. Wiemy, co teraz jest tematem pożądanym wśród młodzieży, a co nie. Czytamy te książki, strona po stronie, słowo po słowie. Przecież możemy otwarcie dzielić się naszą opinią, wrażeniami po lekturze.

Czy nasze "recenzje" są nierzetelne?

Często spotykamy się z taką krytyką, ale nie jest tak. Doceniajmy to, ile czasu poświęcamy na przeczytanie książki i napisanie sensownej opinii. Nazywajmy nasze teksty recenzjami, ponieważ właśnie nimi są. Czy każdy może być recenzentem? Tak, ale pamiętajmy o tym, że jeśli krytykujemy, to konstruktywnie.

Pamiętajcie, że teraz teksty na moim blogu możecie czytać w każdą środę i w każdą niedzielę, więc zachęcam do obserwowania bloga, facebooka, i dyskusji w komentarzach!



Biblioteki umierają

Dzisiaj coś bardzo dla mnie ważnego, coś mi bliskiego i ukochanego. Proszę Was o odzew. Piszmy o bibliotekach na blogach i dajmy im nowe życie.

Skąd teza, że biblioteki umierają?

Mniej-więcej rok temu miałam okazję zapoznać się z interesującym felietonem Simona Jenkinsa. Autor tekstu twierdzi, że biblioteki wymierają nie z powodu spadku czytelnictwa, ale rezygnacji bibliotek z życia kulturalnego. Brakuje klubów książki, brakuje społeczności, którą można w tym budynku wytworzyć. Brakuje eventów i spotkań z autorami. Problem nie leży w małej różnorodności książek, czy ich małej liczbie, ale w samej bibliotece, jako instytucji. Moim zdaniem jednak biblioteki umierają także w sercach zagorzałych czytelników, którzy wolą książki posiadać, chcą mieć je na swoim regale i wracać do nich, kiedy tylko będą mogli.

Jednak czy naprawdę te miejsca umierają?

Mieszkam w małym miasteczku, w mojej lokalnej bibliotece spotykam bardzo dużo ludzi, są stali czytelnicy i Ci bardziej sporadyczni. Organizowane są również inne spotkania z autorami, kluby książkowe, ale tym razem ze wstydem przyznaję się, że jeszcze nie zdarzyło mi się wziąć w czymś udziału. Widzę wielu ludzi wchodzących do tego budynku, ale jednak nadal zbyt mało. Pędzimy do księgarni, kupujemy, mamy na zawsze. Biblioteki wciąż są zamykane, a z każdą kolejną łamie się moje czytelnicze serduszko.

Magia bibliotek

Bardzo ciężko pisać mi tekst o tym, że te miejsca umierają, kiedy są one naprawdę bliskie mojemu sercu. Uwielbiam klimat wypożyczalni, mam swoich ulubionych bibliotekarzy, swoje ulubione półki, ale co tak naprawdę tworzy dla mnie całą magię? To, że widzę, że książka była już wcześniej czytana. Magię tworzą popodkreślane cytaty, zmarszczenia na stronach od łez, czy rozlanej kawy. Magię tworzy to, co zostawi w nich poprzedni czytelnik. To, czego nie doświadczymy, czytając nową książkę.

Stąd mój apel, pójdźcie w tym miesiącu to okolicznej biblioteki, przejdźcie się między półkami, niech doradzi Wam bibliotekarka i zacznijcie bywać tam częściej. Jeśli macie bloga to też napiszcie o tych magicznych miejscach. A czy biblioteki umierają? Nigdy nie umrą.

Wpisy od dzisiaj pojawiać się będą regularnie w środy i w niedziele, więc zapraszam Was do obserwowania bloga, facebooka i komentowania. 



Przedpremierowo: "Dance, sing, love. Miłosny układ" - Layla Wheldon

Jak każdy internetowy recenzent marzę o wydaniu swojej książki. Często początkujący pisarze publikują swoje teksty na popularnym Wattpadzie. Layla Wheldon, to właśnie jedna z tych osób. Udało jej się, jej książka zanotowała miliony odsłon i tysiące fanów. W najbliższym czasie książka pojawi się na polskim rynku w wersji papierowej. Czy również na półkach księgarni stanie się ona bestsellerem?

Livia to młoda zawodowa tancerka, która wyrusza w trasę razem z wielką gwiazdą muzyki pop. Jak szybko się okazuje, Jamesowi woda sodowa już dawno uderzyła do głowy, jest arogancki i egoistyczny. Początkowo ta dwójka nie potrafi znaleźć wspólnego języka. Ku im niezadowoleniu, im dłużej przebywają razem, tym bardziej ciągnie ich do siebie nawzajem. Jak potoczy się ich relacja w świecie pełnym kamer i kolejnych wyjazdów? Czy jest dla nich szansa na miłość w show-biznesie?

"Przymknęłam lekko oczy i skupiłam się na muzyce. Czułam rytm wewnątrz siebie, jakby zgrał się z moim przyspieszonym pulsem."

Czytając tę książkę znajdujemy się w świecie muzyki, wielkiej namiętności i sławy. Na kolejnych stronach odnajdujemy znane nam utwory i w ich rytmie żyjemy razem z bohaterami powieści. Bohaterowie stawiani są przed kolejnymi wyborami i wielokrotnie muszą wybierać między sławą, a miłością. W czasie chłonięcia całej historii czytelnik odnajduje się w świecie gwiazd i celebrytów, a o tym przecież mogliśmy wyłącznie śnić.

Często przeglądając portale plotkarskie zastanawiamy się, kim tak naprawdę są nasi idole z okładek kolorowych magazynów. Layla Wheldon otwiera drzwi do tego odległego świata, ukazuje trudy ich codziennego życia i walkę o miłość.

"Tak bardzo pragnęłam, aby mnie kochał. Może mój umysł płatał mi figle i sprawiał, że śniłam o tym, o czym marzyłam."

James i Livia to bohaterowie wykreowani od początku do końca. Ona uparta, zdecydowana i z mocnym charakterem, on zakochany w sobie, impulsywny i zabójczo przystojny. Razem tworzą parę, która w świecie młodzieżówek na pewno będzie jedną z najbardziej charakterystycznych. Kiedy ich historia zwalnia, oni nadają jej smaku swoją osobowością.

Jeśli chcecie przeczytać "Miłosny układ" to jest to idealna pozycja właśnie na teraz, na gorące wakacyjne dni. Jestem pewna, że pochłoniecie ją w przeciągu kilku dni i tak jak ja z niecierpliwością będzie oczekiwać kolejnej części. Dajcie się ponieść tej przepełnionej muzyką historii i sięgnijcie po nią już teraz.

Ciekawostka o książce:
Layla Wheldon, to tak naprawdę tylko pseudonim pisarki. Pisarka nazywa się Sandra Sotomska i jest Polką.

Już teraz zamówcie książkę przedpremierowo i jak najszybciej dajcie porwać się tej historii, a ja jak zwykle zachęcam Was do obserwowania bloga, Facebooka i komentowania ;)

Liczba stron: 528
Wydawnictwo/seria: Editio/Editiored
Cykl: Dance, sing, love.

Za możliwość przeczytania tej muzycznej historii dziękuję wydawnictwu Editio.

"Tak sobie wyobrażałam śmierć" - Johanna Mo

Ola z Pomiędzy książkami nie czyta kryminałów, pewnie jakiś czas temu uważałabym to za pewną informację. Ostatnio jednak trafiła do mnie kolejna powieść tego gatunku. Czy ta pozycja sprawi, że częściej będę sięgała po powieści kryminalne?

Historia stworzona przez Johannę Mo opowiada o Helenie Mobacke, kobiecie, która po stracie dziecka stara się wrócić do zawodu policjantki. Nasza bohaterka od razu zostaje rzucona na głęboką wodę. Jej zadaniem jest wyjaśnienie sprawy młodego chłopaka, który zginął pod pociągiem Sztokholmskiego metra. Helena cały czas walczy ze swoimi rozszalałymi emocjami, kiedy w metrze giną kolejne osoby. Czy uda jej się opanować swoje demony, rozwikłać zagadkę morderstw i nie stracić zaufania współpracowników? 


"Nie wytrzymam tego dłużej... Nie mam pojęcia, kim jestem."

"Tak sobie wyobrażałam śmierć" to książka z pełnymi portretami psychologicznymi. Poznajemy motywy mordercy, odkrywamy ciemne zakątki jego umysłu i podążamy razem z nim ulicami miasta. Z drugiej strony jednak czytamy o zagubionej Helenie, jej żałobie i próbie powrotu do codzienności. Przedstawienie psychiki bohaterów to zdecydowanaie najmocniejsza strona tej książki. Autorka po prostu umieszcza czytelnika w głowach bohaterów.

Kolejnym plusem powieści jest zakończenie. Zakończenie rzuca zupełnie inne światło na opowiedzianą historię. Wielokrotnie analizowałam je w swojej głowie i zastanawiam się, co zrobiłabym ja. 

"Jej samej też nie da się naprawić. Wszystko w niej chce się tylko położyć i poddać."

Niestety, muszę się do czegoś przyczepić. Johanna Mo zabiera nam możliwość zgadnięcia, kim morderca jest. Czytając powieści kryminalne, zawsze największą rozrywką jest próba rozwikłania zagadki. Niestety autorka nie pozwala nam na to, jeśli sięgniecie po tę powieść zrozumiecie, co mam na myśli. Tym samym powieść bardziej nazwałabym psychologiczną, nie kryminalną. 

W takim razie o czym jest książka o tytule "Tak sobie wyobrażałam śmierć"? O stracie, o żałobie, o tym do czego zdolny jest człowiek w afekcie i o walce z własnym umysłem. Czy polecam tę powieść? Na pewno jeśli interesują Was portrety morderców, jeśli jednak chodzi o całość, każdy z Was musi sam zdecydować. Mnie zaciekawili bohaterowie, historia niekoniecznie. Jednak ze względu na to nie spisuję jej na straty. 

Ciekawostka o książce:
Mimo tego, że autorka napisała już osiem powieści, ta wymieniona przeze mnie jest jej pierwszą książką wydaną w języku polskim.

Za udostępnienie egzemplarza dziękuję wydawnictwu Editio.

Koniecznie polećcie mi w komentarzach kolejne kryminały, chętnie sięgnę po coś nowego. Jeśli chcecie być na bieżąco z moimi postami zachęcam do obserwowania bloga i mojej strony na facebooku.

Wydawnictwo: Editio
Seria: Editioblack
Liczba stron: 320
Tłumaczenie: Alicja Rosenau