"Tak sobie wyobrażałam śmierć" - Johanna Mo

Ola z Pomiędzy książkami nie czyta kryminałów, pewnie jakiś czas temu uważałabym to za pewną informację. Ostatnio jednak trafiła do mnie kolejna powieść tego gatunku. Czy ta pozycja sprawi, że częściej będę sięgała po powieści kryminalne?

Historia stworzona przez Johannę Mo opowiada o Helenie Mobacke, kobiecie, która po stracie dziecka stara się wrócić do zawodu policjantki. Nasza bohaterka od razu zostaje rzucona na głęboką wodę. Jej zadaniem jest wyjaśnienie sprawy młodego chłopaka, który zginął pod pociągiem Sztokholmskiego metra. Helena cały czas walczy ze swoimi rozszalałymi emocjami, kiedy w metrze giną kolejne osoby. Czy uda jej się opanować swoje demony, rozwikłać zagadkę morderstw i nie stracić zaufania współpracowników? 


"Nie wytrzymam tego dłużej... Nie mam pojęcia, kim jestem."

"Tak sobie wyobrażałam śmierć" to książka z pełnymi portretami psychologicznymi. Poznajemy motywy mordercy, odkrywamy ciemne zakątki jego umysłu i podążamy razem z nim ulicami miasta. Z drugiej strony jednak czytamy o zagubionej Helenie, jej żałobie i próbie powrotu do codzienności. Przedstawienie psychiki bohaterów to zdecydowanaie najmocniejsza strona tej książki. Autorka po prostu umieszcza czytelnika w głowach bohaterów.

Kolejnym plusem powieści jest zakończenie. Zakończenie rzuca zupełnie inne światło na opowiedzianą historię. Wielokrotnie analizowałam je w swojej głowie i zastanawiam się, co zrobiłabym ja. 

"Jej samej też nie da się naprawić. Wszystko w niej chce się tylko położyć i poddać."

Niestety, muszę się do czegoś przyczepić. Johanna Mo zabiera nam możliwość zgadnięcia, kim morderca jest. Czytając powieści kryminalne, zawsze największą rozrywką jest próba rozwikłania zagadki. Niestety autorka nie pozwala nam na to, jeśli sięgniecie po tę powieść zrozumiecie, co mam na myśli. Tym samym powieść bardziej nazwałabym psychologiczną, nie kryminalną. 

W takim razie o czym jest książka o tytule "Tak sobie wyobrażałam śmierć"? O stracie, o żałobie, o tym do czego zdolny jest człowiek w afekcie i o walce z własnym umysłem. Czy polecam tę powieść? Na pewno jeśli interesują Was portrety morderców, jeśli jednak chodzi o całość, każdy z Was musi sam zdecydować. Mnie zaciekawili bohaterowie, historia niekoniecznie. Jednak ze względu na to nie spisuję jej na straty. 

Ciekawostka o książce:
Mimo tego, że autorka napisała już osiem powieści, ta wymieniona przeze mnie jest jej pierwszą książką wydaną w języku polskim.

Za udostępnienie egzemplarza dziękuję wydawnictwu Editio.

Koniecznie polećcie mi w komentarzach kolejne kryminały, chętnie sięgnę po coś nowego. Jeśli chcecie być na bieżąco z moimi postami zachęcam do obserwowania bloga i mojej strony na facebooku.

Wydawnictwo: Editio
Seria: Editioblack
Liczba stron: 320
Tłumaczenie: Alicja Rosenau

Jestem literacką snobką, a Ty?

Ostatnimi czasy wielokrotnie w internecie spotykam się z postami, które mówią o snobizmie czytelników. Czytając je, zawsze zastanawiam się, kim są osoby, które je piszą, czy faktycznie, pomimo liczby przeczytanych książek nie zdarza im się trochę wynieść ponad pozostałych? Zdarza mi się być "literacką snobką", a Tobie?

Czym jest snobizm literacki?

Czym charakteryzuje się to zjawisko? Kim tak naprawdę jest "snob literacki"? Według mnie jest to osoba, która z powodu liczby przeczytanych książek, czasem zachowuje się przemądrzale, degraduje mniej ambitne książki i nie rozumie ludzi, którzy książek nie czytają.

"Książka. Kropka. Książka. Kropka."

Zastanówmy się, kiedy możemy nazwać się mądrym? Ile musimy przeczytać, żeby na literaturze się znać? Czy snobizmem nie jest również to, że mam dziewiętnaście lat, na swoim koncie kilkaset przeczytanych książek i już oceniam jak piszą inni? Sama nawet nie piszę, a ośmielam się oceniać.

Nie wiem, czy znacie Włodka Markowicza. Jest to youtuber, który ma na swoim koncie jedną bardzo dobrą książkę. W jednym ze swoich filmów mówi: "W życiu nie chodzi o to, żeby obłożyć się książkami, przeczytać je wszystkie i nazwać się mądrym. Bo owszem będziesz mądry, ale tylko z pozoru. Prawdziwa mądrość bierze się ze zrozumienia, a nie bezmyślnego konsumowania kropek."

Ja bywam snobką, a Ty?

Bywam snobką z powodu mojego czytania. Zdarza mi się ocenić kogoś po tym, czy czyta i co czyta. Zdaję sobie sprawę z błędu tego zachowania, ale nie ukrywajmy. Każdy rodzaj sztuki nadaje pewnej wrażliwości. Często pozwalam sobie na krytykę ludzi z powodu ich ignorancji na kulturę. Nie każdy musi czytać, możemy oglądać filmy, możemy rysować, możemy być muzykami, ale zapewniajmy sobie pewną dawkę sztuki każdego dnia.

Wiem, że nie usprawiedliwia mnie to, co piszę, ale kto z Was nigdy się tak nie zachował, niech pierwszy rzuci kamień w moją stronę. Każdy z nas ma w sobie cząsteczkę snoba. Zdarza mi się obnosić z moim czytelnictwem i nie wstydzę się o tym mówić. Jednak z tym walczę. Sama pisząc ten wpis zastanawiam się nad swoją postawą. Wielokrotnie zdarzyło mi się "konsumować kropki", a potem się z tym obnosić, więc innych za to nie krytykuję. Wy też tego nie róbcie ;)

Napiszcie mi w komentarzach, czy Wy bywacie snobami i opowiedzcie o spotkaniach z nimi. Mam nadzieję, że pod tym postem zrodzi się pewną dyskusja :)

"Milczenie jest srebrem" - Ryszard Ćwirlej

Rzadko na moich półkach pojawiają się kryminały. Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale od czasu do czasu zdarza mi się sięgnąć i spróbować czegoś nowego. Tym razem miałam okazję odkryć coś, co wyróżnia się spośród innych pozycji.

Zabójstwo prostytutki, kradzież kliszy rentgenowskich i w końcu kradzież figury św. Wojciecha. Te trzy, pozornie odległe, sprawy próbują połączyć milicjanci majora Marcinkowskiego. Czy łatwym zadaniejm jest rozpracowanie tej zagadki w czasach, w których żadne zasady nie miały znaczenia?

Ryszard Ćwirlej przez swoje powieści utworzył nowy gatunek literacki: "kryminał neomilicyjny". W jego powieściach cofamy się do PRL-u i poznajemy rzeczywistość tamtych czasów. Autor tworzy niepowtarzalny klimat, brak zasad, alkohol przelewający się na każdej stronie i kompletny chaos.

Zanim dostałam książkę wyczytałam, że jest to 8. tom serii. Nie dajcie się jednak zwieść! Spokojnie możecie przeczytać książkę bez znajomości poprzednich części. Każda część to odrębna historia i nie powinniście mieć problemu z rozeznaniem się w akcji powieści. Być może jakiś czas miałam kłopot z rozpoznawaniem bohaterów, ale spowodowane to było po prostu natłokiem nowych nazwisk.

W kryminale dużo jest miejsca na humor. Wielorotnie Teofil rozbawiał mnie swoim podejściem do życia. Jeśli chodzi o rozwiązywanie całej sprawy, miałam wrażenie, że wszystko odkrywa się przypadkiem, a wszyscy są po prostu nieporadni. Muszę jednak przyznać, że również to dodawało klimatu.

Po tej lekturze mam wrażenie że kryminał to gatunek, w którym ani trochę nie odbiegamy od zagranicznych autorów. Nasi pisarze tworzą światy równie dobre, jak te tworzone przez pisarzy znanych na całym świecie. Ćwirlej, Mróz, czy Bonda to zdecydowanie nazwiska na skale światową.

Napiszcie mi w komentarzach, jakie polskie kryminały Was porwały. Chętnie sięgnę po coś, co mi polecicie. Jak zwykle zapraszam do obserwowania mojej strony na facebooku i bloga.

Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 480

Za udostępnienie egzemplarza dziękuję księgarni dadada.pl. W tej księgarni tę pozycję możecie kupić już za 27,34zł. Polecam!
Znalezione obrazy dla zapytania dadada.pl


"Making faces" - Amy Harmon

Młodzieżowe książki często trafiają na moje półki, niestety, rzadko trafiają do mojego serca. Amy Harmon jednak już dwukrotnie zachwyciła mnie swoimi powieściami "Prawo Mojżesza" i "Pieśń Dawida". Jak było z jej trzecią książką?

"Making faces" opowiada historię nastoletniej Fern, przystojnego Ambrosa, niepełnosprawnego Baileya i innych mieszkańców małego miasteczka, w którym żyją. Fern zakochuje się w Ambrosie, który wydaje się poza jej zasięgiem. Spokój w ich rzeczywistości zakłóca wojna. Ambrose wraz z 4 kolegami decyduje się przystąpić do wojska. Razem z wojną traci swoje dotychczasowe życie, a po powrocie nic już nie jest takie jak było.

"Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia."

W książkach tego gatunku często mam problem z bohaterami, wszyscy wydają się podobni i bardzo papierowi. "Making faces" takie nie jest. Każdy z bohaterów jest wykreowany na najwyższym poziomie. Kochałam ich, jak swoich przyjaciół. Czytając książkę, czułam wokół siebie bohaterów, ich naturalność. Genialny Bailey, który rozbawiał mnie na każdej kolejnej stronie. Fern, z którą każda z czytelniczek może się utożsamić i Ambrose, który pokiereszowany przez życie wcale nie jest tak idealni, jak bohaterowie innych młodzieżówek. Akcja książki była ciekawa, ale to postacie stworzyły całą historię.

"Dzięki książkom możemy być, kim chcemy, uciec na chwilę od samego siebie."

Jestem absolutnie zachwycona światem, który opisała Amy Harmon. Sądziłam, że po poprzednich powieściach nie będzie w stanie utrzymać tak wysokiego poziomu. Myliłam się, tym razem wykreowała jeszcze lepszą fabułę, lepszych bohaterów i poruszyła trudniejsze problemy. Ukazała radzenie sobie ze stratą, trudną miłość, chorobę i bezgraniczną przyjaźń. Czytając, płakałam i śmiałam się na zmianę. Amy Harmon swoją książką zafundowała mi prawdziwy emocjonalny rollercoaster.

"Śmierć jest łatwa. Życie jest dużo trudniejsze."

Jeśli mamy czytać młodzieżówki, to czytajmy właśnie takie. "Making faces" to książka, którą będę wielokrotnie polecać i na pewno szybko o niej nie zapomnę. Powieść, która bawiła mnie i łamała mi serce, powieść, którą chciałabym przeczytać na nowo. Tym razem jestem w stanie Wam zagwarantować, że to właśnie jest powieść warta przeczytania.

Kliknięcie w poniższe tytuły przeniesie Was do recenzji innych książek tej autorki

Zapraszam również do polubienia mojej strony na facebooku, obserwowania bloga, a w komentarzach napiszcie mi, czy Wy spotkaliście się już z twórczością Amy Harmon :)

Za możliwość przeczytania "Making faces" dziękuję wydawnictwu Editio.

Wydawnictwo: Editiored
Tłumaczenie: Joanna Sugiero
Liczba stron: 344