Czy wszystkie wyzwania książkowe są (nie)fajne?

Zaczęliśmy Nowy Rok, w internecie wielokrotnie natrafiam teraz na przeróżne wyzwania książkowe i również przeróżne opinie na ich temat. Czytam coraz częściej o tym, że podjęcie tych wyzwań to zmuszanie się do książek. Co ja o tym wszystkim sądzę? Dzisiaj postaram się Wam polecić kilka wyzwań, ale kilka też odradzić.

O co w ogóle chodzi?

Większość z nas lubi w życiu podejmować wyzwania, mieć określony cel. Potrzebujemy jakiejś motywacji, tzw. "kopa do działania". Również w świecie literatury czasem szukamy czegoś takiego. Mnożą się wyzwania typu: dziennie będę czytał ileś tam minut, przeczytam w roku ileś książek, przeczytam tyle książek, ile mam wzrostu. Niektórzy mówią o tym, że wzięcie udziału w tej zabawie to zmuszanie się do czytelnictwa i jeden wielki wyścig, kto potrafi przeczytać więcej, a kto mniej. Według mnie są wyzwania, które napędzają cały ten wyścig szczurów, ale są też takie, które rozszerzają nasze horyzonty. Dzisiaj napiszę Wam, których wyzwań ja unikam, a w których biorę udział.

Jakie wyzwania są dla mnie niefajne?

Nie podobają mi się wyzwania, które nakazują nam czytać przez określony czas w ciągu dnia. Niestety, jesteśmy tylko ludźmi i nie w każdy dzień możemy przeznaczyć czas na czytanie. Natłok obowiązków, sesja, a nawet nasze inne zainteresowania często zabierają więcej czasu niż przewidujemy. Nie jesteśmy w stanie zaplanować wszystkiego, więc nie zawsze dajemy radę wygospodarować kilkadziesiąt minut na chwilę oddechu z książką.

W jakich wyzwaniach chętnie biorę udział?

Każdy z nas chyba słyszał o wyzwaniu z 52 książkami. Co roku staram się wziąć w nim udział, ale niestety nie udaje mi się to w każdym roku. Czasem czytam grubaśne księgi, które zabierają mi dwa tygodnie, a czasem cieniutkie nowelki, albo opowiadania, więc nie zawsze wynik jest adekwatny do przeczytanych stron. Jednak podoba mi się idea czytania jednej książki tygodniowo. Szczególnie dlatego, że pozwala mi to napisać dla Was jedną recenzję w tygodniu.

Mam jednak jedno swoje ulubione wyzwanie:
Znalezione obrazy dla zapytania wyzwanie książkowe
Sądzę, że to wyzwanie pozwala mi przeczytać książki, po które normalnie nie sięgnęłabym nigdy. Poszerzają moje horyzonty i nakłaniają mnie do poznawania coraz to nowych autorów, tytułów, a nawet gatunków. Sądzę, że każdy powinien kiedyś podjąć się takiego wyzwania, żeby pozwolić sobie na coś świeżego w swojej biblioteczce.

To tylko zabawa!

Być może nie wszystkie wyzwania są sensowne, ale nie ma tutaj niczego do demonizowania. Wydaje mi się, że to wszystko ma tylko służyć zabawie. Humorystyczne wyzwania, które mówią np.: Przeczytaj tyle, ile ważysz., nie mają w sobie nic złego, nie napędzają wyścigów, ale raczej rozgłaśniają czytelnictwo i dają luzu. Skoro nasza społeczność jest uważana za tą przemądrzałą, to może czas wyciągnąć "kijek z tyłka" i pozwolić sobie na odrobinę zabawy?

Koniecznie napiszcie mi o tym, co wy sądzicie na temat różnych wyzwań książkowych. Dzielmy się opinią <3

"Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie" - Janusz Leon Wiśniewski [Recenzja #53]

W naszym życiu jedni ludzie się pojawiają, a inni znikają. Niektórych tylko zapamiętujemy najdłużej, wpuszczamy ich do naszego serca i odnajdują tam sobie miejsce na dłuższy lub krótszy okres. Z biegiem czasu bliscy się zmieniają, ale jednak pozostawiają w naszym sercu pieczęć niezmywalną. Co jeśli nadejdzie moment podsumowań? 

Ranił, łamał serca, wielokrotnie zdradzał, ale też ogromnie kochał. Jednak, kiedy ocierał się o śmierć wszystkie usiadły przy jego łóżku. Główny bohater książki Janusza Leona Wiśniewskiego budzi się z półrocznej śpiączki. Okazuje się, że w klinice odwiedziły go różne kobiety. Wciąż tkwiący w szpitalu mężczyzna rozpoczyna retrospekcje i wspomnieniami wraca do wszystkich swoich dotychczasowych ukochanych, powoli analizując, jaki wpływ wywarł on na ich życie oraz jak one wpłynęły na jego aktualne życie.

"Samotność wcale nie zaczyna się od tego, że nagle nikt nie czeka na ciebie w domu.
Samotność zaczyna się wówczas, kiedy pierwszy raz odczujesz pragnienie, aby czekał tam na ciebie ktoś zupełnie inny..."

"Wszystkie moje kobiety" to książka, która ukazuje nieprzewidywalność ludzkich uczyć. Miłość, jako najsilniejsza z emocji zmienia nasze życie nieodwracalne, a przecież możemy przeżywać ją kilkukrotnie, jednostronnie, zdecydowanie zbyt krótko. Kiedy przychodzi czas podsumowań, musimy pod wszystkim postawić kreskę i zastanowić się za co jesteśmy wdzięczni i czy nie mamy jeszcze spraw niedokończonych.

Kobiet w książce poznajemy sporo, jedne z nich mniej charakterystyczne inne bardziej. Jednak jak w każdej powieści, tak i tutaj znalazłam swoją ulubioną bohaterkę. Natalia, autor opisuje ją jako idealną osobę do dysput filozoficznych. Kobieta ze wszystkich najodważniejsza, otwarcie mówi, co myśli i mimo, że poddaje się naszemu bohaterowi to nadal pozostaje w pewien sposób niezależna. 

"Zachłysnął się wolnością i nie chciał odstąpić nikomu ani jej kawałka. Bycie z kimś zawsze wiąże się z kompromisem czyli tak naprawdę z rezygnacją z części swojej wolności."

Nie mogę się oprzeć, aby nie wspomnieć o pewnym detalu. Część z Was pewnie już wie co mam na myśli, ale musicie przyznać, że ta książka prezentuje się wprost fenomenalnie. Naprawdę cudowna, stonowana okładka, na której nie dzieje się nic szczególnego, ale jednak przykuwa uwagę. Więcej takich okładek poproszę!

Niestety całości nie czyta się lekko, długie opisy, mała liczba dialogów, częste wspominanie o nauce i naukowych terminach. Historia jest również rozciągnięta na 500 stron, a według mnie 300 byłoby wystarczające. Przez to wszystko moją ocenę książki postanowiłam znacznie obniżyć

"Trudno żyć z niewyrażoną wdzięcznością. Trudniej niż z niewyspowiadanym grzechem."

Warto też zastanowić się, ile prawdy jest w tych wszystkich historiach. Być może wszystkie te kobiety chodzą teraz gdzieś po świecie, a bohater to alter ego autora? Ja jednak polecam książkę tym, którzy chcą zastanowić się nad swoimi relacjami, powspominać z autorem i zrozumieć (Chociaż to akurat jest chyba niemożliwe) potęgę miłości.

Ocena: 6/10

Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 576



Jak naprawdę wygląda gimnazjum, czyli "Ma być czysto" - Anna Cieplak [Recenzja #52]

Książka nominowana do Paszportów Polityki, do Nagrody Literackiej im. W. Gombrowicza, a także laureat Nagrody Conrada. Co może być jeszcze większą rekomendacją niż te wszystkie tytuły? Polski debiut, który na swoim koncie ma już tyle sukcesów, dlaczego?

Julka i Oliwka to dwie przyjaciółki, które zmagają się z problemami swojego codziennego gimnazjalnego życia. Oliwka żyje ze swoim ojczymem, a przez kolejne potknięcia wplątuje się w problemy z prawem. Julka raz pomieszkuje u swojego ojca i jego partnerki, a raz u swojej matki, a sama zmaga się z ogromem kompleksów. Jak naprawdę wygląda życie w gimnazjum? Jakie są ich problemy, czy faktycznie życie młodych ludzi to ciągły seks, alkohol i dragi?

"Ogólnie Magda nie zazdrościła im wieku, bo mieć piętnaście lat to jak mieć przed sobą perspektywę przynajmniej pięciu lat uporczywych zaburzeń urojeniowych, których nie da się niczym wyleczyć. Kompleks wyrasta na kompleksie i tylko co bardziej gruboskórni nie czują się jak gówno."

Autorzy bardzo często podejmują wyzwanie wejścia w świat młodych ludzi. Próbują w jakiś sposób przedstawić problemy, z którymi borykają się piętnastolatkowie oraz chcą ukazać, co siedzi w ich głowach, jak naprawdę żyją, jak imprezują, jak kochają. Zauważyłam jednak, że nie spotkałam jeszcze książki, która pokazywałaby ten świat takim, jaki rzeczywiście jest. Sama gimnazjum skończyłam 4 lata temu, wydaje mi się, że od tamtego czasu zmieniło się niewiele, a jednak prawdy nadal nie mogę znaleźć na stronach książek. W powieściach tego typu szukam większego zagłębienia się w to, co siedzi w głowie nastolatków. To jak przyjmują większe i mniejsze problemy, w końcu wszystko wtedy wydaje się małym końcem świata, a dorośli nadal tego nie widzą.

Mimo tego, że nie wszystkie spostrzeżenia w tej książce wydają mi się trafne, a obrazy psychologiczne trochę zbyt płytkie, to rozumiem, dlaczego jest ona często wychwalana. Anna Cieplak na co dzień pracuje z młodzieża i dzięki temu znajduje się odrobinę bliżej wszystkich zawirowań w ich życiu. Zna również współczesne trendy, które krążą wśród nastolatków, a to wszystko sprawia, że cała historia jest bliższa prawdy.

"Kiedyś dzieci miały dwutygodniowe anginy, teraz mają kilkunastogodzinne biegunki. Czasy szybkie jak sraczka."

Książkę czyta się zadziwiająco szybko, razem z dziewczynami jesteśmy wrzucani w wir kolejnych wydarzeń i zastanawiamy się, kto popełnia więcej błędów, one czy dorośli wokół nich. Anna Cieplak ukazuje, że młodzi ludzie nie pożądają wyłącznie drogich ubrań, alkoholu, czy przystojnych chłopców, pragną również niezbędnego rodzinnego ciepła i poczucia przynależności.

Czy dla mnie jest to fenomen? Na razie nie udało mi się trafić na lepszą książkę o tej tematyce, nadal jednak wydaje mi się, że to jeszcze nie to, że może trzeba pozwolić młodym samym napisać o tym, co czują. Skoro szukamy prawdy o nastolatkach, to niech oni sami ją wypowiedzą. Póki co jednak, pozycję Anny Cieplak nazwałabym obowiązkową dla rodziców, którzy dotrzeć do swoich dzieci nie mogą.

Ocena: 6/10

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna 
Liczba Stron: 232

A jakie jest Wasze zdanie o gimnazjalistach? Może czytaliście książki o podobnej tematyce? Chętnie poczytam o tym w komentarzach poniżej ;)

Moje podsumowanie roku i blogowe postanowienia noworoczne!

Dzisiaj rozpoczynamy Nowy Rok, więc chyba przeszedł czas na pewne podsumowania i kolejne postanowienia. W tym roku mam ich wyjątkowo dużo, a wszyscy wiemy jak z tymi postanowieniami bywa po pierwszych tygodniach. Mam nadzieję, że chociaż te związane z Pomiędzy Książkami uda mi się utrzymać, zapraszam!

Jeśli miałabym podsumować ten rok na moim blogu, to był on chyba o wiele bardziej płodny niż poprzedni. Oczywiście nauczyłam się wiele o tym, co robiłam źle, ale wiele spraw nadal pozostaje niepoprawionych. W takim razie, co konkretnie udało mi się zrobić?

1. Zyskałam około 13000 wyświetleń i tym samym dobiliśmy tutaj już ponad 20000!

2. Na moim blogu pojawiło się 470 komentarzy,

3. Tą stronę zaobserwowało 70 nowych osób (jeśli jeszcze tego nie robicie to zachęcam do kliknięcia w ten magiczny przycisk),

4. Założyłam stronę na facebooku, która aktualnie ma ponad 120 polubień i tutaj również zachęcam do polubienia, jeśli chcecie być na bieżąco,

5. Napisałam 26 recenzji i wiem, że to zdecydowanie zbyt mało,

6. Przeczytałam 43 książki, a 12 z nich oznaczyłam jako ulubione.

W tym roku oczywiście ambicje mam o wiele większe i mam nadzieję, że za rok w podsumowaniu pobiję wszystkie statystyki, które się tutaj pojawiły, więc na co liczę w tym roku?

1. Dobić 50000 wyświetleń na Pomiędzy Książkami,

3. Osiągnąć 500 polubień na stronie na Facebooku,

3. Przeczytać 52 książki,

4. Napisać 104 wpisy na bloga (Brzmi okrutnie nieosiągalnie),

5. Objąć patronat medialny i napisać blurba.

Mam nadzieję, że chociaż trzy punkty z tych uda mi się zrealizować, jeżeli chcecie mi pomóc w osiągnięciu mojego celu, to zapraszam do polubienia strony na Facebooku: https://www.facebook.com/pomiedzyksiazkami/, obserwowania bloga, a w komentarzach napiszcie mi o swoich postanowieniach i książkach, które na ten rok mi polecacie.

Życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku spędzonego pomiędzy książkami! <3