"Dygot" - Jakub Małecki" [Recenzja #51]

18:37
Jakuba Małeckiego chyba już jakiś czas temu ogłosiłam moim ulubionym polskim pisarzem. Jego popularność rozpoczęła się właśnie od głośnego "Dygotu". Ja jednak czytałam wcześniej "Ślady" i "Rdzę", a samego "Dygotu" dorwać nie mogłam. W końcu mam, w końcu przeczytałam i w końcu Małecki zachwycił mnie po raz trzeci.

"Dygot" to historia dwóch rodzin, Łabendowiczów i Geldów. Jan Łabendowicz odmawia uciekającej Niemce pomocy, kobieta przeklina mężczyznę i wkrótce na świat przychodzi jego dziecko, białe jak śnieg. Prowincjonalna społeczność nie potrafi zaakceptować odmieńca. Nieszczęście przydarza się również Geldom, których ściga klątwa Cyganki. Córeczka Bronka w wieku kilku lat zostaje ciężko poparzona w wyniku wybuchu granatu. Rodziny zespaja miłość dwojga odmieńców.

"Nigdy nie oczekiwała odwzajemnienia miłości. Gdyby tak się stało, zapewne czułaby się rozczarowana. Kochanie podobało jej się samo w sobie i dobrze czuła się z tym w samotności. Czasami jednak zastanawiała się, dlaczego jeszcze nikt nie zakochał się w niej."

Wiecie już, że zakochuję się w każdej historii tego autora, ale dlaczego? Jakub Małecki nie skupia się na wielkiej historii, która dzieje się za oknem. Ważne są dla niego rozmowy między braćmi, między kochankami, między rodzicem a dzieckiem. Interesują go relacje i to one podkreślane są w każdej jego książce. Tutaj mamy dwójkę wykluczaną ze społeczeństwa ze względu na swoją wizualną odmienność. Odrzucani odnajdują miłość, która niestety ciągle naznaczona jest nieszczęściem.

"Dygot" to historia o życiu, które zatacza koło. O przodkach, których błędy i życie powielamy, o wielu krzywdach, o których zapomnieć nie potrafimy pomimo mijających lat. O ludzkich słabościach i obsesjach.

"Musiał być jakimś zasranym jękiem świata, jakby ten świat potrzebował jeszcze jednego jęku, jakby nie miał ich już wystarczająco dużo."

Początkowo trudno było mi wdrożyć się w całą opowieść, ale z czasem zaczęła wciągać mnie bardziej i bardziej. Rozumiałam wątpliwości i słabe strony bohaterów, kibicowałam im, czując, jak to wszystko się skończy. Absolutnie intrygującą postacią była dla mnie Irena, która zatraciła się w książkach i z całych sił próbowała trzymać swoją rodzinę w ryzach, chociaż jej serce wyrywało w przeciwną stronę.

"Irena popadała w nałóg. Kiedy Janek nauczył ją czytać, rzuciła się na książki z taką żarłocznością jakby lata czytelniczej abstynencji wytworzyły w niej uczucie głodu, którego nie sposób zaspokoić. To co robiła nie było nawet czytaniem- odurzała się i popadała w obłęd. Ugniatała rzeczywistość jak ciasto i formowała z niej światy. (...) Kiedy chodziła po domu, tak naprawdę przemierzała pałacowe korytarze. Żyła w Piołunowie i tysiącu innych miejscach jednocześnie."

Jakub Małecki upodobał sobie prowincję, jako miejsce dla jego historii. Doskonale rozumiem dlaczego. Nigdzie jak tam ludzie nie nienawidzą i nie kochają, z jednej strony jest to społeczeństwo nadzwyczaj okrutne, ale jednak bardzo ekspresywne. Ludzie na prowincji obnażają słabości innych, obdzierając ich z masek.

Uwierzcie mi, że jeśli nadal macie zaległości odnośnie książek tego autora, to koniecznie musicie je nadrobić. Jakub Małecki to polska literatura na najwyższym poziomie, to literatura na poziomie światowym, która odnajdzie swoje miejsce w sercu każdego zagorzałego czytelnika. Być może, "Rdza" i "Ślady" porwały mnie bardziej, ale "Dygot" nadal zasługuje na najwyższe noty.

Ocena:9/10

Za możliwość przeczytania "Dygotu" dziękuję portalowi czytampierwszy.pl

Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 312


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.